Zakończenie tego one shota nie do końca mi się podoba. Nie jestem także gotowa na opisywanie scen erotycznych, z udziałem jakiegokolwiek członka zespołu. To tak, żeby nie było rozczarowań.
One shot napisany dla Patichan. Pierwszy raz pisałam na czyjąś prośbę, a że wpadł mi do głowy pomysł to wyszło, co wyszło. Mam nadzieję, że jednak da się to czytać.
No i wszystkim Wesołych Świąt życzę.
Autor: Siruwia
Tytuł: Pierwszy gips
Długość: One shot
Ograniczenia wiekowe: G (Dla wszystkich)
Pairing: Yunho/Jaejoong (YunJae)
~*~
Chciał mieć to z głowy. Gdy wybiła godzina siedemnasta, dopił kawę i wstając, złapał kluczyki od samochodu. Gdzieś po drodze zarzucił na plecy płaszcz i podniósł kołnierz, w nadziei, że uda mu się uchronić od mroźnego wiatru. Nie nosił szalika, twierdząc, że jest to niepotrzebne, gdy spędza na zewnątrz tylko dziesięć minut dziennie, które wystarcza mu na pokonanie dystansu dzielącego go od samochodu.
Teraz jednak pierwszy raz zapragnął go posiadać, gdy cały widok przesłonił mu, padający niemal poziomo śnieg, który wkradał mu się za kołnierz i w zetknięciu z gołą, rozgrzaną skórą, wywoływał dreszcze.
Zamachał rękami, gdy przez nieprzystosowane do pogody buty, po raz kolejny niebezpiecznie się zachwiał. Starając się utrzymać równowagę, na bądź co bądź krótkim dystansie, jak najszybciej przemieścił się w kierunku zatłoczonej galerii handlowej.
Jung Yunho był osobą, która niewiele miała wspólnego ze świętami. Nie interesowała go tradycja, jednak aby uspokoić swoje sumienie, postanowił kupić choinkę. W zasadzie cały ten szał świąteczny trochę go przerażał. Biegające wokół dzieci i goniące je matki, mężowie niosący za nimi zakupy i gigantyczne kolejki. Wszystko to sprawiało, że miał jeszcze mniejszą ochotę na święta.
Był typowym kawalerem mieszkającym na Manhattanie niedaleko Cantral Parku , który w wieku 25 lat posiadał niemały apartament i wysoką pozycję w firmie. Chłodny, wyrafinowany i doskonale nadający się do prowadzenia interesów. Tym samym spędzający noce samotnie, unikający związków i odpowiedzialności wynikającej z założenia rodziny, która była mu całkowicie zbędna. Można raczej powiedzieć, że przyszłość u boku żony była dla niego czymś, czego nie mógł spełnić. Pociągała go raczej tak zwana płeć brzydka, o czym jednak jego rodzice, żyjący w błogiej nieświadomości w Korei, wiedzieć nie musieli.
Ich pytania łatwo zbywał, tłumacząc się brakiem czasu i ciągle piętrzącym się na jego biurku, stosem papierów, których nie mógł pozostawić samym sobie.
Jedyną odskocznię od takiego trybu życia stanowiły piątkowe wieczory, które przeznaczone były na wypad do klubu. Jednak i one skończyły się jakiś czas temu, gdy jego przyjaciel postanowił wrócić na święta do Korei. Nie wiedział tylko, dlaczego aż trzy miesiące wcześniej.
Westchnął i rozejrzał się wokoło, szukając odpowiedniej alejki i gdy tylko ją namierzył, skierował się do niej szybkim krokiem, strzepując z włosów śnieg. Chciał mieć to za sobą i chociaż jego mieszkanie z pewnością pomieściłoby gigantyczna choinkę, planował kupić nie większą niż metr pięćdziesiąt, zawsze to mniej zachodu ze strojeniem jej. Przez jego głowę przewinęła się nawet myśl, że po prostu postawi drzewko, a cały ten zachód z jego udekorowaniem sobie odpuści. Nie był do tego stworzony. Szybko jednak odgonił tą absurdalną myśl, gdy zdał sobie sprawę, że w takim wypadku równie dobrze może zrezygnować z zakupu choinki.
Przeleciał wzrokiem po drzewkach i upatrując sobie w miarę bogate w igły, skierował się w jego stronę.
~*~
Znów to samo. Pogoda była nieustępliwa i po raz kolejny padający bez przerwy śnieg, zasypał wejście do księgarni, które już drugi raz w ciągu dnia trzeba było odśnieżać. Opatulony szalikiem i zaopatrzony w ciepłą czapkę Kim Jaejoong, co chwila pociągał nosem i szybko pozbywał się śniegu z chodnika, aby nie stanowił zagrożenia dla potencjalnych klientów. Głównym jednak celem usunięcia go sprzed księgarni, w której pracował, było otrzymanie pełnej wypłaty. Nie chcąc więc zdenerwować pracodawcy, bez słowa zabierał się do roboty. Gdy tylko skończył, ruszył szybkim krokiem do środka, po to tylko, by zabrać swoje rzeczy. Jego zmiana skończyła się już piętnaście minut temu i modlił się tylko o to, by jak najszybciej wrócić do domu. Niestety czekały jeszcze na niego zakupy. Nie wiedział jakim cudem udało mu się przeżyć na Manhattanie za takie grosze, które dostawał pracując w księgarni. Wynajmował pokój u całkiem miłej, starszej pani, która wprawdzie była trochę przygłucha jednak całkiem często serwowała mu obiady, za co był jej niesamowicie wdzięczny. Cóż pracujący student, muszący utrzymać się z marnej wypłaty, nie miał zbyt wiele czasu, by samemu zadbać o porządny posiłek.
Pocierając o siebie zmarznięte dłonie, ruszył w kierunku metra, modląc się w duchu, by udało mu się jeszcze znaleźć ładną choinkę w przystępnej cenie. Jego pokój miał ograniczoną ilość miejsca, a przecież nie mógł pozwolić sobie na święta bez choinki. W dodatku jak mógł odmówić sobie dekorowania jej. Na szczęście w Wigilię miał pracować tylko do czternastej, za co dziękował szefowi. Będzie miał czas na przystrojenie drzewka i pomoc starszej pani, z którą zamierzał spędzić wigilijny wieczór.
Wysiadł z metra i skierował się w stronę galerii handlowej. Gdy tylko wszedł do środka, ściągnął rękawiczki i czapkę, a na jego twarzy zagościł uśmiech. Ruszył w stronę alejki, w której sprzedawali choinki. Upatrując sobie drzewko wysokie na metr dwadzieścia, od razu podszedł do sprzedawcy z zapytaniem o cenę, która okazała się idealna na jego kieszeń.
Już wyjmował pieniądze, gdy usłyszał za plecami niski głos.
- Poproszę tamtą
Na początku postanowił go zignorować, czekając aż sprzedawca weźmie od niego zapłatę, po którą już wyciągał rękę odpowiadając w tym samym czasie, że drzewko, o które prosiła osoba stojąca za nim, zostało właśnie sprzedane. Jednak gdy usłyszał odpowiedź, a ręka sprzedawcy się cofnęła, nie mógł dłużej pozostać obojętny.
- Zapłacę dwa razy więcej
Jaejoong uświadomił sobie, że chodzi o jego drzewko gdy usłyszał od sprzedawcy krótkie „Przykro mi, taka praca”. W tym momencie postanowił się odwrócić i tym samym stanął twarzą w klatkę piersiową z mężczyzną, który ośmielił się ukraść JEGO drzewko.
Zirytowany, że musiał podnieść głowę aby spojrzeć w twarz osobie, która bez skrupułów zabrała mu z przed nosa upatrzoną choinkę, zmarszczył groźnie brwi.
- Uważasz, że to w porządku?
Zwrócił się do mężczyzny z wyraźnym żalem w głosie, a jego zagniewaną minę rujnował czerwony od zimna nos. Facet w czarnym, eleganckim płaszczu spojrzał na niego z politowaniem i tylko odebrał od sprzedawcy resztę, kierując się razem z nim, by zapakować drzewko.
- Hej! Mówię do ciebie!
Jaejoong ruszył za nim, zaciskając dłonie w pięści i gniotąc przy tym pieniądze, którymi miał zapłacić za wymarzoną choinkę. Mężczyzna tylko obrzucił go przelotnym spojrzeniem i zignorował, dalej kierując się za sprzedawcą. Student jednak nie był jednym z tych, którzy sobie odpuszczają i wyciągnął rękę, by złapać mężczyznę za ramię i zmusić do zatrzymania się.
- Czego chcesz dzieciaku?
Yunho spojrzał z poirytowaniem na chłopaka, który nie chciał dać mu spokoju i oceniając go na nie więcej niż osiemnaście lat, postanowił, że nie ma sensu zwracać się do niego kulturalnie. Wyglądał na takiego, który mimo wszystko sobie nie odpuści.
Jaejoong otworzył swoje oczy jeszcze bardziej, jeżeli to w ogóle możliwe i spojrzał na mężczyznę w zdziwieniu. Wiedział, że wygląda młodo, ale bez przesady. Miał dwadzieścia dwa lata i oczekiwał od innych szacunku, nawet jeśli jego czerwony nos sprawiał, że wyglądał mniej dojrzale niż zwykle.
- Trochę szacunku, to, że masz pieniądze nie oznacza, że możesz tak traktować ludzi! Skoro jesteś taki bogaty, dlaczego nie wybierzesz sobie droższego drzewka, a to zostawisz ludziom, których nie stać na podbijanie stawki?
Yunho uniósł brwi i uśmiechnął się pod nosem patrząc na zaciętą minę i wielkie oczy wpatrujące się w niego uparcie. Pochylił się do przodu i odpowiedział, obserwując jak szczęka chłopaka zaciska się ze złości.
- Bo to mi się podoba
Jaejoong czuł, że gotuje się w środku. Postanowił jednak do sprawy podejść spokojnie. Naprawdę podobała mu się ta choinka, a wiedział, że nie ma dużego wyboru i jest ograniczony ceną. Odetchnął głęboko i postarał się trochę rozluźnić.
- Posłuchaj, może da się to jakoś załatwić? Naprawdę zależy mi na tej choince.
Zapytał, siląc się na uśmiech, niepewny, ale jednak. Yunho spojrzał na niego nieodgadnionym wzrokiem, zastanawiając się chwilę. Po chwili uśmiechnął się jednak, wpadając na idealne rozwiązanie.
~*~
- Co to?
Yunho podniósł wzrok znad jakiejś umowy i spojrzał na prezent. Był zapakowany w ładny, czerwony papier i przewiązany czarną wstążką.
- Otwórz, trochę spóźniony, ale lepiej taki niż żaden
Zachęcił go szerokim uśmiechem, którym ukrył swoje zawstydzenie. Była już prawie połowa stycznia, pogoda jednak wciąż niezmienna.
- Mam nadzieję, że ci się spodoba
Dodał po chwili przyglądając się jak Yunho rozpakowuje prezent.
- Szalik?
Yunho spojrzał w górę tylko po to, by zobaczyć jak szalik znika z jego rąk i zostaje owinięty wokół jego szyi. Długi, ciepły, czarno-szary. W ślad za nim poszło ramię i ciepłe usta wylądowały na jego wargach.
- Wesołych Świąt
Yunho zaśmiał się i prychnął pod nosem, kładąc władczo dłoń na biodrze stojącego przy nim Jaejoonga.
- Nie mam nic dla ciebie
Burknął tylko, przyglądając się szalikowi z uśmiechem.
- Ja już dostałem od ciebie prezent
Odparł Jaejoong, machając mu przed oczami zagipsowaną ręką.
- Głupek, jak ściągną ci gips, zabiorę cię w jakieś ciepłe miejsce i wszystko ci wynagrodzę
Powiedział Yunho i pociągnął chłopaka na swoje kolana, chowając nos w jego szyi i wdychając jego zapach.
- Musisz mi najpierw zapewnić porządne ubezpieczenie
Zaśmiał się Jaejoong, skupiając się już zupełnie na ustach błądzących po jego szyi.
~*~
Jaejoong wszedł niepewnie do apartamentu Yunho, ściągając powoli swoją czerwoną czapkę i rozglądając się dookoła, postawił drzewko koło drzwi. Zerknął spod swojej grzywki na mężczyznę, który właśnie ściągał płaszcz i postanowił pójść w jego ślady. Ściągnął plecak i zaczął rozpinać kurtkę.
W czterech ścianach mężczyzna wydawał się mieć więcej manier, bo gdy tylko Jaejoong schował swój szalik w rękaw, jego kurtka znalazła się w dłoni Yunho i chwilę później zawisła na wieszaku.
- Napijesz się czegoś?
Zapytał uprzejmie Yunho, a chłopak chowając dłonie w wielką kieszeń na środku swojej bluzy, skierował się za nim do kuchni.
- Herbaty? Gdzie chcesz postawić choinkę?
Jaejoong postanowił nie tracić czasu i postanowił przejść do sedna sprawy. Mężczyzna zaproponował mu, że odda upatrzoną przez niego choinkę, jeżeli ten zgodzi się udekorować jego drzewko. Jaejoong oczywiście zgodził się bez wahania i po krótkim przedstawieniu się sobie, spędzili jeszcze ponad godzinę wybierając wszystko to, czym dało się przystroić choinkę i na czym Jaejoong zawiesił wzrok.
Tym oto sposobem znaleźli się właśnie w przestronnym apartamencie Yunho, który gdy tylko postawił na stoliku ciepłe napoje, pomógł chłopakowi ustawić wielką choinkę. Zdecydował się na nią tylko dlatego, bo to nie on będzie musiał ją stroić.
Usiadł wygodnie na kanapie, wcześniej przynosząc Jaejoongowi drabinę. Rozłożył na stole jakieś umowy, którymi musiał się jeszcze zająć i pozostawił chłopaka samemu sobie, zerkając tylko co jakiś czas.
Musiał przyznać, że był niczego sobie. Miał ładne, szerokie ramiona, które na pewno były wynikiem ciężkiej pracy na siłowni. Gdy tylko chłopak podnosił wysoko ręce by zawiesić jakąś bombkę, miał okazję zaobserwować także płaski, umięśniony brzuch. Nigdy nie spodziewałby się tego, gdyby miał oceniać na podstawie twarzy chłopaka.
Oczy miał wielkie, włosy wpadały w odcień kasztana i do tego gładka cera. To wszystko kłóciło się z wysportowanym i umięśnionym ciałem, które skrywał pod ubraniami.
Yunho musiał przyznać przed sobą, że żałuje tego w jakich okolicznościach się poznali, bo gdyby nie to, poderwał by chłopaka.
Z drugiej strony Jaejoong, który zerkał na mężczyznę co jakiś czas, westchnął teraz głęboko i z pewną rezygnacją. W myślach zadawał sobie pytanie, dlaczego zawsze najlepsi faceci okazują się być dupkami. Tak się zagłębił w swoich myślach, że nie poczuł pod stopą spodni, przez które się poślizgnął i z wielkim hukiem spadł z drabiny, po drodze uderzając ręką o stojącą obok sofę.
Jęknął boleśnie gdy usłyszał chrupot kości i promieniujący ból z ręki i głowy, którą uderzył o parkiet. Zobaczył jeszcze tylko nad sobą przerażoną twarz Yunho, chwilę później tracąc przytomność.
Do otwarcia oczu zmusił go nieprawdopodobny ból ręki. Rozejrzał się, rejestrując swoje położenie. Znajdował się właśnie w samochodzie mężczyzny, który z zaniepokojoną miną wpatrywał się w drogę. Z jego ust wymknął się cichy jęk, którego nie potrafił powstrzymać i zacisnął mocno zęby.
- Jak dobrze, że się obudziłeś! Zaraz będziemy w szpitalu, wytrzymaj jeszcze chwilę.
Jaejoong tylko kiwnął głową, nie będąc w stanie otworzyć szczęki, którą zaciskał z bólu. Kilka minut później szedł z zarzuconą niezdarnie na ramiona kurtką, prowadzony przez Yunho, który jedną ręką gładził go po plecach. Gdy tylko weszli do środka, mężczyzna kazał mu zaczekać i zniknął mu z oczu. Chwilę później wrócił z lekarzem, który zabrał go ze sobą. Tuż przed zakrętem zobaczył jeszcze zmartwione oczy Yunho, który nerwowo przejechał ręką po włosach i usiadł na jednym z wolnych krzeseł, kładąc sobie na kolanach jego kurtkę.
- Wszystko w porządku? Odwiozę cię do domu
Zaproponował Yunho, gdy po jakimś czasie Jaejoong wrócił z zagipsowaną ręką, a drugą sięgnął po swoją kurtkę.
- Tak, dali mi środki przeciwbólowe, dzięki.
Yunho widząc jak nieudolnie próbuje zarzucić ją sobie na plecy, zabrał mu kurtkę z dłoni i włożył jego rękę w rękaw. Uważając, by nie sprawić mu bólu zapiął ją powoli do samego końca.
Westchnął i odruchowo objął go ramieniem, prowadząc do samochodu. Otworzył mu drzwi i pomógł wsiąść do środka. Gdy tylko odpalił samochód usłyszał ciche westchnięcie.
- Chyba za bardzo naszpikowali mnie tabletkami
Spojrzał na chłopaka, który przymknął i zapadł się w fotel, chowając ręką w kieszeń.
- Chyba nie będę mógł dokończyć tego co zacząłem.
Jaejoong zaśmiał się cicho, wyrywając z zamyślenia mężczyznę.
- Czego?
Zapytał zupełnie zbity z tropu.
- Strojenia choinki?
Jaejoong spojrzał na niego unosząc wysoko brwi, jakby chciał mu powiedzieć, że to jest coś oczywistego. Yunho tylko prychnął pod nosem.
- Naprawdę sądzisz, że jestem aż tak bezduszny i kazałbym ci się wspinać na drabinę, z której nawet nie potrafisz korzystać?
Burknął urażony, wywołując u chłopaka rumieńce, które były oznaką zawstydzenia.
- To nie moja wina! To wszystko przez ciebie...znaczy przez moje spodnie....
Dokończył koślawo, wiedząc, że zrobiłby z siebie idiotę gdyby powiedział, że spadł z drabiny, bo to Yunho zaprzątał mu głowę.
- Zdecyduj się w końcu czy to przeze mnie czy przez spodnie.
Yunho zaśmiał się pod nosem, obserwując jak chłopak zapada się w fotel. Chwilę później zmarszczył brwi i spojrzał na niego wyzywająco.
- A jeżeli powiem, ze prze ciebie, to co z tym zrobisz?
Mężczyzna odwzajemnił spojrzenie, a jego uśmiech się poszerzył.
- To będę musiał ci to jakoś wynagrodzić.
Jaejoong zerknął na niego z podejrzanym błyskiem w oku i odsunął grzywkę lecącą mu do oczu.
- Ktoś będzie musiał udekorować moją choinkę
Powiedział po chwili namysłu. Yunho zamyślił się chwilę, nie odrywając wzroku od drogi.
- Najpierw choinka, później kolacja. Co ty na to?
- Zgoda
~*~
- Jae? Jesteś?
Yunho zamknął za sobą drzwi nogą i postawił pudło na ziemi. Z kuchni dobiegły go odgłosy naczyń i uśmiechnął się pod nosem. Głupio mu było, że nic nie kupił swojemu kochankowi, dlatego następnego dnia po pracy postanowił znaleźć coś odpowiedniego.
Gdy tylko Jaejoong otworzył pudło i wyciągnął z niego swój prezent, Yunho wiedział, że trafił w dziesiątkę. Wielki oczy spojrzały na niego, a na ustach pojawił się szeroki uśmiech, który zaraz zniknął.
- Wiesz, naprawdę mi się podoba, jest słodki, ale nie za bardzo mogę trzymać u siebie zwierzęta
Jaejoong spojrzał zmartwiony na kota, którego położył sobie na kolanach, a potem przeniósł wzrok na Yunho. Zrobił dziwną minę i westchnął.
- Chyba będziesz musiał go oddać
Dodał, głaszcząc delikatnie miękkie futerko. Yunho kucnął przy jego nogach i podrapał zwierzaka za uchem.
- Możemy to rozwiązać inaczej, co powiesz na to, żeby on został tutaj?
- To jest on?
Zapytał Jaejoong, zupełnie ignorując dalszą część pytania.
- Tak Jae, to jest on. Więc jak? Tylko musisz spełnić jeden warunek.
- Jaki?
Jaejoong oderwał wzrok od kota i podniósł głowę, wpatrując się z oczekiwaniem w oczy swojego kochanka.
- Musiałbyś tu zostać razem z nim, w końcu to twój prezent
Yunho wzruszył ramionami jak gdyby nigdy nic i podparł się łokciem o sofę.
- Miałbym zostawić staruszkę samą?
Zapytał Jaejoong poważnie zmartwionym głosem i Yunho zaczął się zastanawiać, czy to jest rzeczywiście jedyna rzecz o jaką się martwi. Odchrząknął i wstał, kierując się powoli do kuchni.
- Myślę, że może znaleźć na twoje miejsce kogoś innego chyba, że wolisz bym ja to zrobił?
Zapytał, przeciągając się i zerkając przez ramię z niewinną miną.
- Mogę wziąć ze sobą choinkę?
- Jeszcze nie wyrzuciłeś tego straszydła?
Yunho spojrzał na niego zdziwiony i jednocześnie w szoku, że ta choinka tyle przetrwała. Osobiście nie chciałby jej nikomu pokazywać, ale Jaejoong uważał, że jest urocza. Sam nie wiedział co uroczego było, w czymś tak paskudnym. Wspominał mu przecież, że ma zero talentu do takich rzeczy. Nie skłamałby, gdyby powiedział, że ładniej wyglądałaby choinka obrzucona papierem toaletowym.
- To dzięki niej jesteśmy razem
Jaejoong naburmuszył się i zarumienił, tuląc do siebie kota, przy czym wyglądał niesamowicie uroczo.
- Nie. Jesteśmy razem tylko dlatego, że cię wtedy pocałowałem, bo powiedziałeś, że wcale nie jest brzydka.
- Bo nie jest!
Yunho skrzywił się udając, że przyjął do wiadomości i podszedł do chłopaka.
- Nie umiesz kłamać, ale to dobrze. Przynajmniej jak mnie zdradzisz, to będę wiedział, a po to brzydactwo pojedziemy jak tylko zdejmą ci gips.
Powiedział Yunho i pochylił się, składając na pełnych ustach namiętny pocałunek.
- Dopiero wtedy dowiesz się, jak to naprawdę jest być moim facetem
Ogłoszenia drobne
OGŁOSZENIA DROBNE
Aktualnie zajmuję się nowym projektem pod tytułem "I ty możesz zostać fanem Yoosu", czyli mozolnym tłumaczeniem fan fiction "Unexpected Guest", którego autorem jest suju_shinki
Jest ono publikowane na JYJ Polska
Wszystkich zainteresowanych zapraszam do odwiedzenia strony. Niezainteresowanych o zignorowanie ogłoszenia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One shot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One shot. Pokaż wszystkie posty
środa, 22 grudnia 2010
sobota, 27 listopada 2010
Magia Świąt
Podzielę się z Wami, moi drodzy, nieliczni czytelnicy, moim pierwszym w życiu one shotem. Nigdy nie brałam się za ich pisanie, bo przyznam szczerze, że mój styl pisania podpada pod "modę na sukces".
Nie wiem czy to magia jaką rozsiewa wokół siebie YooSu czy też nie, ale przedwczoraj przysiadłam się i napisałam to, co w głowie utworzyło mi się tuż przed snem dzień wcześniej.
~*~
Autor: Siruwia
Tytuł: Magia Świąt
Długość: One shot
Ograniczenia wiekowe: G (Dla wszystkich)
Pairing: Yoochun/Junsu (YooSu)
~*~
Junsu przewrócił oczami na zbliżającą się parę i westchnął niezadowolony.
- Co podać? – zapytał dla jasności, chociaż prawdę mówiąc już wbił zamówienie na kasę.
Był piątek wieczór, co oznaczało, że zaczynał się weekend. Czas kiedy kino było oblężone przez niekończącą się ilość „zakochanych” par. Prawdopodobnie chodzenie do kina było jedną z tych czynności, które są obowiązkiem gdy jest się w związku. Także obowiązkiem gdy się w nim nie jest, a chce się w nim być.
Kim Junsu był osobą, która codziennie wstawała z uśmiechem na ustach. W tygodniu studiował filmoznawstwo na Narodowym Uniwersytecie w Seulu, w którym zaczął naukę dopiero dwa miesiące temu. Pracę więc miał adekwatną, chociaż nie była to jego wymarzona posada. Niestety studia kosztowały, a on nie mógł się na nich utrzymać z samego stypendium.
Owszem mógł zdać się na rodziców, jednak nie był on jedynym dzieckiem. Postanowił więc odciążyć ojca i sam wypracować sobie przyszłość. Nie mógł w końcu całe życie polegać na rodzicach.
Dlatego co piątek od osiemnastej spędzał czas wdychając zapach popcornu i innych przekąsek oferowanych przez kino, w którym pracował. Od czegoś trzeba zacząć.
Gdyby miał powiedzieć, że jest nieszczęśliwy, skłamałby. Na studiach dawał z siebie wszystko otrzymując w zamian wyniki, z których był bardziej niż zadowolony, a praca w kinie nie była jakoś strasznie stresująca, traktował ją bardziej jak odskocznię od ciągłej nauki. Przynajmniej do czasu, w którym co tydzień na horyzoncie nie zaczął pojawiać się On.
On był chłopakiem o czarnych, gładkich włosach sięgających uszu, czarnych oczach, od których biło pewnością siebie i wydatnych ustach o kolorze wiśni. Nie bez powodu ściągał na siebie spojrzenia ludzi wokół, gdy szedł dostojnym krokiem w swoim eleganckim, grafitowym płaszczu i z szalikiem owiniętym wokół szyi, którego dwa końce zwisały swobodnie z obu stron. Rękę miał władczo owiniętą wokół talii jakiejś panny, która urodą mu dorównywała i trzeba było przyznać, że stanowili idealną „parę”.
Faktycznie byłoby to dobre stwierdzenie, gdyby nie fakt, że tą panną była co tydzień inna, równie piękna co poprzednia, dziewczyna.
W tym momencie cała radość, która biła od studenta gasła. Gdy tylko w zasięgu jego wzroku pojawiał się On, mimowolnie jego twarz wykrzywiało niezadowolenie. Koleś musiał być nieźle nadziany, bo kogo byłoby stać na zapraszanie co tydzień do kina innej laski? Poza tym sposób w jaki się ubierał i jak wyglądał, świadczył o tym, że stać go było na wiele więcej niż kino i popcorn raz w tygodniu.
Sam Junsu pochwalić się swoim stylem nie mógł, gdyż ubrany był w zwykły, biały t-shirt z nazwą kina, na biodrach miał przewiązany czarny fartuch, a na głowie głupią czapeczkę do kompletu. W zasadzie nie różniło się to aż tak bardzo od tego jak ubierał się na co dzień. No może trochę bardziej gustowny t-shirt zdecydowanie lepiej się na nim prezentował, a jego fryzura lepiej wyglądała zanim została przykryta czapką. Największą uwagę i tak wszyscy zwracali jednak na dolne partie jego ciała, a konkretniej na tyłek, który w każdych jeansach wyglądał co najmniej apetycznie.
Nie trudno było zauważyć, że był on ulubieńcem wśród dziewczyn, dziwnym jednak trafem, żadna nie chciała się z nim umawiać, co trochę go dobijało. Nie to, że przystojny nie był. Owszem był, ale jego uroda określana była ściśle jednym słowem - „słodki”. Do tej pory nie rozumiał więc dlaczego żadna z dziewczyn się nim nie zainteresuje, skoro wszystkie się nim zachwycają. Zapytał się więc o to koleżanki z pracy, gdy po raz kolejny został „odrzucony”. Odpowiedź jaką otrzymał wbiła go w ziemię i skłoniła do zmiany fryzury. Takim oto sposobem, jego krótkie, czarne włosy z grzywką na jedną stronę, można było podziwiać dopóki nie znikły pod kinową czapeczką.
Dlatego gotowało się w nim za każdym razem, gdy jego oczy wychwyciły sylwetkę tego, który bez żadnych problemów znajdował sobie co tydzień inną przedstawicielkę płci pięknej.
- Zestaw dla dwojga poproszę
Gdy do jego uszu dotarło potwierdzenie zamówienia, które wbił na kasę, sięgnął po odpowiedni kartonik, do którego zaczął wsypywać popcorn, zastanawiając się w między czasie czy aby mu jeszcze nie zbrzydł gdy je go tydzień w tydzień.
Stawiając wielki kubeł popcornu na ladę, miał zamiar wziąć się za nalewanie średniej coli gdy zauważył, że brakuje kubków. Schylił się więc po zapas, męcząc się z otwarciem folii i wciąż zastanawiając się jak to możliwe, że nie leci na niego żadna dziewczyna gdy z rozmyślań wyrwał go głęboki, niski głos.
- Nie przeszkadzaj sobie, podoba mi się ten prywatny seans
Junsu poderwał się tak szybko, że o mały włos nie uderzył głową w maszynę do popcornu i odwrócił się zszokowany w stronę lady. Zarejestrował Jego, samego, opartego łokciem o blat i przyglądającego mu się bez zażenowania.
- Słucham?
Wiedział, że zaczyna robić się czerwony, a przez ramię chłopaka widział kolejkę, która się za nim utworzyła.
- Wybacz, nie chciałem cię urazić, masz coś co niesamowicie przyciąga uwagę, powinieneś uznać to za komplement
On uśmiechnął się obserwując jak twarz Junsu robi się coraz ciemniejsza, a usta powoli otwierają się w zdziwieniu. Zanim jednak chłopak zdążył coś powiedzieć ten wszedł mu w słowo, gdy z tyłu dobiegło go narzekanie ludzi stojących w kolejce
- Myślę, że klienci za mną się niecierpliwią, chociaż uważam, że gdyby mieli okazję zobaczyć to samo co ja, nie narzekali by tak bardzo
Junsu miał okazję doświadczyć na własnej skórze dlaczego On nie ma problemu z poderwaniem żadnej panny jak tylko zobaczył jego uśmiech. Po jego ciele przeszedł dreszcz i zatrzymał się gdzieś w dolnych partiach.
Żeby ukryć swoje zażenowanie sytuacją i totalną pustkę w głowie, postawił szybko przed chłopakiem dwie cole i poprosił o należną kwotę.
- Reszty nie trzeba
On mrugnął do niego i zabierając zamówienie ruszył w stronę dziewczyny, która stała przy wejściu do sal kinowych. Zanim jeszcze znikli z pola widzenia, On odwrócił się, posyłając mu, Junsu mógłby przysiąc, lubieżny uśmiech.
Takim oto sposobem Kim Junsu odkrył dlaczego nie ma powodzenia u dziewczyn. Dziwnym cudem udało mu się nie zwariować gdy do końca dnia rozmyślał nad powodem, który przyciąga do niego facetów. Ok, może nie wszystkich, ale to, że On zwrócił na niego uwagę mając przy boku dziewczynę na widok, której ślini się pół kina, o czymś świadczy, prawda?
- Świadczy to tylko i wyłącznie o twojej głupocie
Burknął sam do siebie zamykając swoją szafkę i owinął się mocno szalikiem. Na zewnątrz było poniżej zera i zaczął sypać śnieg. Zanim wyszedł przez wielkie, szklane drzwi, oddał jeszcze dozorcy klucz i wzdrygnął się na samą myśl.
Gdy tylko uderzyło w niego mroźne powietrze wraz z nim oślepiło go światło lampek choinkowych, którymi było przystrojone wszystko wokół. Tak, zbliżały się święta.
Westchnął i założył rękawiczki, kierując się w stronę stacji metra. Nie zdążył jednak dojść do przejścia, gdy dobiegł go ten sam, głęboki głos.
- Może cię podwieźć?
Pytanie było proste i odpowiedź też, mogłoby się zdawać i Junsu nie miałby nic przeciwko, gdyby nie fakt, że osobą, która je zadała okazał się On.
Od razu poczuł jak palą go policzki, gdy przypomniał sobie co się zdarzyło kilka godzin wcześniej. Uznając, że nie ma potrzeby mu odpowiadać, odwrócił się i ponownie ruszył w kierunku stacji, mając cichą nadzieję, że On za nim nie pójdzie.
Jak zwykle jego nadzieja okazała się płonna gdy tylko usłyszał za sobą kroki. Przyspieszył więc, klnąc w duchu na śnieg, który zaczął padać jeszcze intensywniej. Ulica pokryta jego cienką warstwą zrobiła się śliska, o czym przekonał się kilka chwil później przechodząc przez przejście dla pieszych i zapewne gdyby nie On, zaliczyłby bolesny upadek.
Gdy poczuł już, że stoi stabilnie na ziemi i środek ulicy zamienił się w chodnik, odwrócił się twarzą w Jego stronę.
- Ok, czego chcesz?
Zapytał mocno marszcząc brwi i robiąc krok do tyłu, zwiększając tym samym dystans pomiędzy nimi.
On stał z rękami w kieszeniach i obszernym kapturze zarzuconym na głowę, chroniącym go od śniegu. Nos miał czerwony od zimna, a z ust wydobywała się para. Na ustach błąkał się ten irytujący uśmiech, który sprawiał, że Junsu czuł mrowienie w dolnych partiach swojego ciała. Cholera.
- Skoro pracujesz do późna, możesz być zmęczony, pomyślałem więc, że mógłbym odwieźć cię do domu
- Widzę, że myślenie nie jest twoją najlepszą stroną
Junsu prychnął pod nosem, a na Jego twarzy pojawił się wyraz niezrozumienia.
- Skąd pomysł, że wsiądę do samochodu z kolesiem, którego imienia nawet nie znam?
Zapytał, patrząc na chłopaka z politowaniem i już chciał się odwrócić gdy ten wyciągnął rękę.
- Park Yoochun, miło mi poznać
On, czyli Yoochun przedstawił się, dorzucając do tego jeden ze swoich najlepszych uśmiechów i nawet gdyby Junsu był w tym momencie przeciwny nowym znajomościom, jego ręka sama powędrowała do wyciągniętej dłoni, a usta wypowiedziały formułkę powitalną.
- Skoro formalności mamy już za sobą, to może jednak cię podwieźć?
- Wybacz, ale myślę, że to nie jest najlepszy pomysł. Nie wsiadam do samochodu z ludźmi, których poznałem pięć sekund temu
I znów nie dane mu było się odwrócić i odejść, bo do jego uszu dotarł delikatny śmiech. „Cholera, spóźnię się na pociąg”. Pomyślał Junsu i spojrzał zirytowany na Yoochuna, zastanawiając się czego on jeszcze od niego chce.
- Ależ znamy się dłużej niż pięć sekund. Czy przez ostatnie dwa miesiące nie widywaliśmy się co tydzień w kinie? Założę się, że znasz już na pamięć moje zamówienie
Junsu otworzył szeroko oczy, zachodząc w głowę, skąd ten koleś się urwał.
- Wybacz, ale nie oznacza to, że...
Znowu jego wypowiedź została przerwana przez Yoochuna.
- Przez dwa miesiące zastanawiałem się gdzie powinienem cię zaprosić. Gdy zobaczyłem cię po raz pierwszy, do głowy wpadło mi wesołe miasteczko...
Tak, Kim Junsu uwielbiał wesołe miasteczka. Najchętniej przejechałby się diabelskim młynem i zobaczył jak wygląda Seul nocą. Zwłaszcza teraz, w okresie świątecznym.
- ...ale później zobaczyłem cię w tej nowej fryzurze, w której swoją drogą jest ci bardzo do twarzy, i pomyślałem, że może bardziej odpowiedni byłby mecz piłki nożnej...
Tak, piłka nożna to było coś, bez czego nie mógł się obyć. Gdyby nie to, że nie mógł biegać z powodu kontuzji, której się nabawił w szkole średniej, zapewne teraz studiował by na jakimś kierunku związanym ze sportem.
- ...dzisiaj jednak gdy zobaczyłem jak się rumienisz, stwierdziłem, że po prostu cię o to zapytam, zanim jakaś panna zwinie mi cię sprzed nosa.
Yoochun skończył monolog, obserwując jak kolejne płatki śniegu lądują na włosach zdezorientowanego chłopaka, sprawiając, że z każdą chwilą stawały się coraz bardziej mokre.
Gdy Junsu w końcu zorientował się, że ten głęboki, wibrujący głos już nie dociera do jego uszu, postanowił zadać pytanie.
- Zdajesz sobie sprawę, że nie jestem gejem?
Sam nie wiedział jak przeszło mu przez gardło tak bezpośrednie pytanie. Może to z powodu temperatury i chęci jak najszybszego znalezienia się w domu z kubkiem gorącej czekolady w rękach.
Yoochun zrobił minę jakby dopiero teraz do niego dotarł fakt, że nawet o to nie zapytał.
- Tego jeszcze nie przemyślałem, ale uważam, że to nie ma znaczenia, bo to, że chcę cię podwieźć do domu do niczego cię nie zobowiązuje.
- To gdzie masz ten samochód?
Zapytał, nie chcąc już dłużej marznąć. Yoochun wskazał mu drogę i chwilę później obydwoje siedzieli w środku, przy włączonym ogrzewaniu. Junsu podał kierunek, w którym mają jechać i spojrzał na zegarek, było już po pierwszej w nocy. I nagle przyszła mu do głowy pewna myśl.
- Skąd wiedziałeś, o której kończę pracę?
Zapytał i poluźnił trochę szalik. Ten koleś był dziwny. Co tydzień miał nową laskę, a wykazał zainteresowanie nim. W dodatku stawiał wszystko na jedną kartę, bo nie wiedział czy jest gejem czy nie. Cóż, teraz już wiedział, a pomimo tego dalej zaoferował, że go podwiezie.
Junsu przyjrzał się jego profilowi. I znów powróciło to dziwne uczucie gdzieś tam w dole, które próbował zwalczyć, odwracając wzrok od chłopaka.
- Cóż, znamy się dwa miesiące, myślę, że powinienem wiedzieć, w jakich godzinach pracujesz.
Yoochun odpowiedział bez chwili wahania z lekkim uśmiechem na ustach, wciąż jednak skupiony na prowadzeniu pojazdu.
- Sprawdziłeś mnie!?
Junsu mógłby uważać się za odważnego chłopaka, jednak niespodziewany natłok informacji sprawił, że zaczął podejrzewać czy aby ten cały Park Yoochun, nie jest jakimś zboczeńcem czy innym kryminalistą.
- Spokojnie, nie zgwałcę cię i nie zabiję, jeśli o to ci chodzi. Po prostu dowiedziałem się paru rzeczy, które mnie interesowały. Kontakty, to wszystko
Yoochun wzruszył ramionami i posłał mu uspakajający uśmiech.
- To musiałeś też wiedzieć, że nie jestem gejem
- Nie do końca, w tej kwestii trzeba stawiać na własne możliwości
I Junsu byłby naprawdę głupi gdyby nie zauważył obietnicy zawartej w tym stwierdzeniu. Niestety był on inteligentny i subtelna aluzja trafiła do niego razem z tym samym lubieżnym uśmiechem, który widział kilka godzin wcześniej.
W tym momencie postawił swoją seksualność pod znakiem zapytania. Kolejny raz poczuł dreszcz przebiegający mu przez plecy i patrząc przez szybę pomyślał, że jednak te święta nie będą takie złe.
- Uważasz, że jesteś w stanie mnie zamienić w geja?
Zapytał i sam uśmiechnął się na brzmienie tego pytania.
- Nie wiem, ale twój tyłek był w stanie to zrobić ze mną.
Fala gorąca zaczęła wspinać mu się na policzki, gdy tylko te słowa wydobyły się z ust Yoochuna. Zapadł się bardziej w siedzeniu i podniósł kołnierz aby ukryć rumieniec.
- Chcę jechać do wesołego miasteczka
Powiedział jakby wbrew sobie i wydął usta, krzyżując ręce na piersi. Kątem oka dostrzegł tylko jak te wiśniowe wargi wykrzywiają się w uśmiechu.
Tak, to będą niezapomniane święta.
Nie wiem czy to magia jaką rozsiewa wokół siebie YooSu czy też nie, ale przedwczoraj przysiadłam się i napisałam to, co w głowie utworzyło mi się tuż przed snem dzień wcześniej.
~*~
Autor: Siruwia
Tytuł: Magia Świąt
Długość: One shot
Ograniczenia wiekowe: G (Dla wszystkich)
Pairing: Yoochun/Junsu (YooSu)
~*~
Junsu przewrócił oczami na zbliżającą się parę i westchnął niezadowolony.
- Co podać? – zapytał dla jasności, chociaż prawdę mówiąc już wbił zamówienie na kasę.
Był piątek wieczór, co oznaczało, że zaczynał się weekend. Czas kiedy kino było oblężone przez niekończącą się ilość „zakochanych” par. Prawdopodobnie chodzenie do kina było jedną z tych czynności, które są obowiązkiem gdy jest się w związku. Także obowiązkiem gdy się w nim nie jest, a chce się w nim być.
Kim Junsu był osobą, która codziennie wstawała z uśmiechem na ustach. W tygodniu studiował filmoznawstwo na Narodowym Uniwersytecie w Seulu, w którym zaczął naukę dopiero dwa miesiące temu. Pracę więc miał adekwatną, chociaż nie była to jego wymarzona posada. Niestety studia kosztowały, a on nie mógł się na nich utrzymać z samego stypendium.
Owszem mógł zdać się na rodziców, jednak nie był on jedynym dzieckiem. Postanowił więc odciążyć ojca i sam wypracować sobie przyszłość. Nie mógł w końcu całe życie polegać na rodzicach.
Dlatego co piątek od osiemnastej spędzał czas wdychając zapach popcornu i innych przekąsek oferowanych przez kino, w którym pracował. Od czegoś trzeba zacząć.
Gdyby miał powiedzieć, że jest nieszczęśliwy, skłamałby. Na studiach dawał z siebie wszystko otrzymując w zamian wyniki, z których był bardziej niż zadowolony, a praca w kinie nie była jakoś strasznie stresująca, traktował ją bardziej jak odskocznię od ciągłej nauki. Przynajmniej do czasu, w którym co tydzień na horyzoncie nie zaczął pojawiać się On.
On był chłopakiem o czarnych, gładkich włosach sięgających uszu, czarnych oczach, od których biło pewnością siebie i wydatnych ustach o kolorze wiśni. Nie bez powodu ściągał na siebie spojrzenia ludzi wokół, gdy szedł dostojnym krokiem w swoim eleganckim, grafitowym płaszczu i z szalikiem owiniętym wokół szyi, którego dwa końce zwisały swobodnie z obu stron. Rękę miał władczo owiniętą wokół talii jakiejś panny, która urodą mu dorównywała i trzeba było przyznać, że stanowili idealną „parę”.
Faktycznie byłoby to dobre stwierdzenie, gdyby nie fakt, że tą panną była co tydzień inna, równie piękna co poprzednia, dziewczyna.
W tym momencie cała radość, która biła od studenta gasła. Gdy tylko w zasięgu jego wzroku pojawiał się On, mimowolnie jego twarz wykrzywiało niezadowolenie. Koleś musiał być nieźle nadziany, bo kogo byłoby stać na zapraszanie co tydzień do kina innej laski? Poza tym sposób w jaki się ubierał i jak wyglądał, świadczył o tym, że stać go było na wiele więcej niż kino i popcorn raz w tygodniu.
Sam Junsu pochwalić się swoim stylem nie mógł, gdyż ubrany był w zwykły, biały t-shirt z nazwą kina, na biodrach miał przewiązany czarny fartuch, a na głowie głupią czapeczkę do kompletu. W zasadzie nie różniło się to aż tak bardzo od tego jak ubierał się na co dzień. No może trochę bardziej gustowny t-shirt zdecydowanie lepiej się na nim prezentował, a jego fryzura lepiej wyglądała zanim została przykryta czapką. Największą uwagę i tak wszyscy zwracali jednak na dolne partie jego ciała, a konkretniej na tyłek, który w każdych jeansach wyglądał co najmniej apetycznie.
Nie trudno było zauważyć, że był on ulubieńcem wśród dziewczyn, dziwnym jednak trafem, żadna nie chciała się z nim umawiać, co trochę go dobijało. Nie to, że przystojny nie był. Owszem był, ale jego uroda określana była ściśle jednym słowem - „słodki”. Do tej pory nie rozumiał więc dlaczego żadna z dziewczyn się nim nie zainteresuje, skoro wszystkie się nim zachwycają. Zapytał się więc o to koleżanki z pracy, gdy po raz kolejny został „odrzucony”. Odpowiedź jaką otrzymał wbiła go w ziemię i skłoniła do zmiany fryzury. Takim oto sposobem, jego krótkie, czarne włosy z grzywką na jedną stronę, można było podziwiać dopóki nie znikły pod kinową czapeczką.
Dlatego gotowało się w nim za każdym razem, gdy jego oczy wychwyciły sylwetkę tego, który bez żadnych problemów znajdował sobie co tydzień inną przedstawicielkę płci pięknej.
- Zestaw dla dwojga poproszę
Gdy do jego uszu dotarło potwierdzenie zamówienia, które wbił na kasę, sięgnął po odpowiedni kartonik, do którego zaczął wsypywać popcorn, zastanawiając się w między czasie czy aby mu jeszcze nie zbrzydł gdy je go tydzień w tydzień.
Stawiając wielki kubeł popcornu na ladę, miał zamiar wziąć się za nalewanie średniej coli gdy zauważył, że brakuje kubków. Schylił się więc po zapas, męcząc się z otwarciem folii i wciąż zastanawiając się jak to możliwe, że nie leci na niego żadna dziewczyna gdy z rozmyślań wyrwał go głęboki, niski głos.
- Nie przeszkadzaj sobie, podoba mi się ten prywatny seans
Junsu poderwał się tak szybko, że o mały włos nie uderzył głową w maszynę do popcornu i odwrócił się zszokowany w stronę lady. Zarejestrował Jego, samego, opartego łokciem o blat i przyglądającego mu się bez zażenowania.
- Słucham?
Wiedział, że zaczyna robić się czerwony, a przez ramię chłopaka widział kolejkę, która się za nim utworzyła.
- Wybacz, nie chciałem cię urazić, masz coś co niesamowicie przyciąga uwagę, powinieneś uznać to za komplement
On uśmiechnął się obserwując jak twarz Junsu robi się coraz ciemniejsza, a usta powoli otwierają się w zdziwieniu. Zanim jednak chłopak zdążył coś powiedzieć ten wszedł mu w słowo, gdy z tyłu dobiegło go narzekanie ludzi stojących w kolejce
- Myślę, że klienci za mną się niecierpliwią, chociaż uważam, że gdyby mieli okazję zobaczyć to samo co ja, nie narzekali by tak bardzo
Junsu miał okazję doświadczyć na własnej skórze dlaczego On nie ma problemu z poderwaniem żadnej panny jak tylko zobaczył jego uśmiech. Po jego ciele przeszedł dreszcz i zatrzymał się gdzieś w dolnych partiach.
Żeby ukryć swoje zażenowanie sytuacją i totalną pustkę w głowie, postawił szybko przed chłopakiem dwie cole i poprosił o należną kwotę.
- Reszty nie trzeba
On mrugnął do niego i zabierając zamówienie ruszył w stronę dziewczyny, która stała przy wejściu do sal kinowych. Zanim jeszcze znikli z pola widzenia, On odwrócił się, posyłając mu, Junsu mógłby przysiąc, lubieżny uśmiech.
Takim oto sposobem Kim Junsu odkrył dlaczego nie ma powodzenia u dziewczyn. Dziwnym cudem udało mu się nie zwariować gdy do końca dnia rozmyślał nad powodem, który przyciąga do niego facetów. Ok, może nie wszystkich, ale to, że On zwrócił na niego uwagę mając przy boku dziewczynę na widok, której ślini się pół kina, o czymś świadczy, prawda?
- Świadczy to tylko i wyłącznie o twojej głupocie
Burknął sam do siebie zamykając swoją szafkę i owinął się mocno szalikiem. Na zewnątrz było poniżej zera i zaczął sypać śnieg. Zanim wyszedł przez wielkie, szklane drzwi, oddał jeszcze dozorcy klucz i wzdrygnął się na samą myśl.
Gdy tylko uderzyło w niego mroźne powietrze wraz z nim oślepiło go światło lampek choinkowych, którymi było przystrojone wszystko wokół. Tak, zbliżały się święta.
Westchnął i założył rękawiczki, kierując się w stronę stacji metra. Nie zdążył jednak dojść do przejścia, gdy dobiegł go ten sam, głęboki głos.
- Może cię podwieźć?
Pytanie było proste i odpowiedź też, mogłoby się zdawać i Junsu nie miałby nic przeciwko, gdyby nie fakt, że osobą, która je zadała okazał się On.
Od razu poczuł jak palą go policzki, gdy przypomniał sobie co się zdarzyło kilka godzin wcześniej. Uznając, że nie ma potrzeby mu odpowiadać, odwrócił się i ponownie ruszył w kierunku stacji, mając cichą nadzieję, że On za nim nie pójdzie.
Jak zwykle jego nadzieja okazała się płonna gdy tylko usłyszał za sobą kroki. Przyspieszył więc, klnąc w duchu na śnieg, który zaczął padać jeszcze intensywniej. Ulica pokryta jego cienką warstwą zrobiła się śliska, o czym przekonał się kilka chwil później przechodząc przez przejście dla pieszych i zapewne gdyby nie On, zaliczyłby bolesny upadek.
Gdy poczuł już, że stoi stabilnie na ziemi i środek ulicy zamienił się w chodnik, odwrócił się twarzą w Jego stronę.
- Ok, czego chcesz?
Zapytał mocno marszcząc brwi i robiąc krok do tyłu, zwiększając tym samym dystans pomiędzy nimi.
On stał z rękami w kieszeniach i obszernym kapturze zarzuconym na głowę, chroniącym go od śniegu. Nos miał czerwony od zimna, a z ust wydobywała się para. Na ustach błąkał się ten irytujący uśmiech, który sprawiał, że Junsu czuł mrowienie w dolnych partiach swojego ciała. Cholera.
- Skoro pracujesz do późna, możesz być zmęczony, pomyślałem więc, że mógłbym odwieźć cię do domu
- Widzę, że myślenie nie jest twoją najlepszą stroną
Junsu prychnął pod nosem, a na Jego twarzy pojawił się wyraz niezrozumienia.
- Skąd pomysł, że wsiądę do samochodu z kolesiem, którego imienia nawet nie znam?
Zapytał, patrząc na chłopaka z politowaniem i już chciał się odwrócić gdy ten wyciągnął rękę.
- Park Yoochun, miło mi poznać
On, czyli Yoochun przedstawił się, dorzucając do tego jeden ze swoich najlepszych uśmiechów i nawet gdyby Junsu był w tym momencie przeciwny nowym znajomościom, jego ręka sama powędrowała do wyciągniętej dłoni, a usta wypowiedziały formułkę powitalną.
- Skoro formalności mamy już za sobą, to może jednak cię podwieźć?
- Wybacz, ale myślę, że to nie jest najlepszy pomysł. Nie wsiadam do samochodu z ludźmi, których poznałem pięć sekund temu
I znów nie dane mu było się odwrócić i odejść, bo do jego uszu dotarł delikatny śmiech. „Cholera, spóźnię się na pociąg”. Pomyślał Junsu i spojrzał zirytowany na Yoochuna, zastanawiając się czego on jeszcze od niego chce.
- Ależ znamy się dłużej niż pięć sekund. Czy przez ostatnie dwa miesiące nie widywaliśmy się co tydzień w kinie? Założę się, że znasz już na pamięć moje zamówienie
Junsu otworzył szeroko oczy, zachodząc w głowę, skąd ten koleś się urwał.
- Wybacz, ale nie oznacza to, że...
Znowu jego wypowiedź została przerwana przez Yoochuna.
- Przez dwa miesiące zastanawiałem się gdzie powinienem cię zaprosić. Gdy zobaczyłem cię po raz pierwszy, do głowy wpadło mi wesołe miasteczko...
Tak, Kim Junsu uwielbiał wesołe miasteczka. Najchętniej przejechałby się diabelskim młynem i zobaczył jak wygląda Seul nocą. Zwłaszcza teraz, w okresie świątecznym.
- ...ale później zobaczyłem cię w tej nowej fryzurze, w której swoją drogą jest ci bardzo do twarzy, i pomyślałem, że może bardziej odpowiedni byłby mecz piłki nożnej...
Tak, piłka nożna to było coś, bez czego nie mógł się obyć. Gdyby nie to, że nie mógł biegać z powodu kontuzji, której się nabawił w szkole średniej, zapewne teraz studiował by na jakimś kierunku związanym ze sportem.
- ...dzisiaj jednak gdy zobaczyłem jak się rumienisz, stwierdziłem, że po prostu cię o to zapytam, zanim jakaś panna zwinie mi cię sprzed nosa.
Yoochun skończył monolog, obserwując jak kolejne płatki śniegu lądują na włosach zdezorientowanego chłopaka, sprawiając, że z każdą chwilą stawały się coraz bardziej mokre.
Gdy Junsu w końcu zorientował się, że ten głęboki, wibrujący głos już nie dociera do jego uszu, postanowił zadać pytanie.
- Zdajesz sobie sprawę, że nie jestem gejem?
Sam nie wiedział jak przeszło mu przez gardło tak bezpośrednie pytanie. Może to z powodu temperatury i chęci jak najszybszego znalezienia się w domu z kubkiem gorącej czekolady w rękach.
Yoochun zrobił minę jakby dopiero teraz do niego dotarł fakt, że nawet o to nie zapytał.
- Tego jeszcze nie przemyślałem, ale uważam, że to nie ma znaczenia, bo to, że chcę cię podwieźć do domu do niczego cię nie zobowiązuje.
- To gdzie masz ten samochód?
Zapytał, nie chcąc już dłużej marznąć. Yoochun wskazał mu drogę i chwilę później obydwoje siedzieli w środku, przy włączonym ogrzewaniu. Junsu podał kierunek, w którym mają jechać i spojrzał na zegarek, było już po pierwszej w nocy. I nagle przyszła mu do głowy pewna myśl.
- Skąd wiedziałeś, o której kończę pracę?
Zapytał i poluźnił trochę szalik. Ten koleś był dziwny. Co tydzień miał nową laskę, a wykazał zainteresowanie nim. W dodatku stawiał wszystko na jedną kartę, bo nie wiedział czy jest gejem czy nie. Cóż, teraz już wiedział, a pomimo tego dalej zaoferował, że go podwiezie.
Junsu przyjrzał się jego profilowi. I znów powróciło to dziwne uczucie gdzieś tam w dole, które próbował zwalczyć, odwracając wzrok od chłopaka.
- Cóż, znamy się dwa miesiące, myślę, że powinienem wiedzieć, w jakich godzinach pracujesz.
Yoochun odpowiedział bez chwili wahania z lekkim uśmiechem na ustach, wciąż jednak skupiony na prowadzeniu pojazdu.
- Sprawdziłeś mnie!?
Junsu mógłby uważać się za odważnego chłopaka, jednak niespodziewany natłok informacji sprawił, że zaczął podejrzewać czy aby ten cały Park Yoochun, nie jest jakimś zboczeńcem czy innym kryminalistą.
- Spokojnie, nie zgwałcę cię i nie zabiję, jeśli o to ci chodzi. Po prostu dowiedziałem się paru rzeczy, które mnie interesowały. Kontakty, to wszystko
Yoochun wzruszył ramionami i posłał mu uspakajający uśmiech.
- To musiałeś też wiedzieć, że nie jestem gejem
- Nie do końca, w tej kwestii trzeba stawiać na własne możliwości
I Junsu byłby naprawdę głupi gdyby nie zauważył obietnicy zawartej w tym stwierdzeniu. Niestety był on inteligentny i subtelna aluzja trafiła do niego razem z tym samym lubieżnym uśmiechem, który widział kilka godzin wcześniej.
W tym momencie postawił swoją seksualność pod znakiem zapytania. Kolejny raz poczuł dreszcz przebiegający mu przez plecy i patrząc przez szybę pomyślał, że jednak te święta nie będą takie złe.
- Uważasz, że jesteś w stanie mnie zamienić w geja?
Zapytał i sam uśmiechnął się na brzmienie tego pytania.
- Nie wiem, ale twój tyłek był w stanie to zrobić ze mną.
Fala gorąca zaczęła wspinać mu się na policzki, gdy tylko te słowa wydobyły się z ust Yoochuna. Zapadł się bardziej w siedzeniu i podniósł kołnierz aby ukryć rumieniec.
- Chcę jechać do wesołego miasteczka
Powiedział jakby wbrew sobie i wydął usta, krzyżując ręce na piersi. Kątem oka dostrzegł tylko jak te wiśniowe wargi wykrzywiają się w uśmiechu.
Tak, to będą niezapomniane święta.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)