Ogłoszenia drobne



OGŁOSZENIA DROBNE

Aktualnie zajmuję się nowym projektem pod tytułem "I ty możesz zostać fanem Yoosu", czyli mozolnym tłumaczeniem fan fiction "Unexpected Guest", którego autorem jest suju_shinki

Jest ono publikowane na JYJ Polska

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do odwiedzenia strony. Niezainteresowanych o zignorowanie ogłoszenia.

sobota, 18 lutego 2012

IntoXIAHcated 13 - KONIEC

Czekaliście? Nie? Też dobrze. Bo nie było na co czekać. Opowiadanie doprowadziłam do końca, bo zobaczyłam ku temu idealną okazję. Co prawda planowałam te, najwyżej dwadzieścia, rozdziałów, ale doszłam do wniosku, że nie ma sensu ciągnąć czegoś, czego się ciągnąć nie chce. Moment kulminacyjny, to idealna chwila, by coś zakończyć.A że krótkie, wiem.
Blog istnieć będzie, bo jak mnie nagle coś przyciśnie i po głowie trzaśnie, to się uzewnętrznię w postaci jakiegoś one shota lub czegoś podobnego. Tak więc możecie mnie sobie śledzić, lub posłać w diabły, wsio mi ryba ^^;

Dedykacja? Jest, dla Madlen, bo przez nią mi poczucie winy podskoczyło.

***



Yoochun przeleciał gniewnym spojrzeniem po dwójce, której obecność była w tej chwili, kompletnie zbędna. Jaejoong i Changmin bez słów wyłapali aluzję ukrytą pod wściekłym spojrzeniem i powoli opuścili mieszkanie, oglądając się krótko na Junsu siedzącego na swoim łóżku.

Chłopak założył nogę na nogę i oparł splecione dłonie na kolanach. Spojrzał w górę, na twarz wściekłego Yoochuna. Czekał na rozwój wydarzeń.

Yoochun westchnął drżąco i przejechał dłonią po włosach, rozglądając się po pomieszczeniu. Nie wiedział od czego zacząć, nie wiedział co się dzieje i co ten cały cyrk miał oznaczać. Oblizał usta i zawiesił zdeterminowane spojrzenie na sylwetce chłopaka.

- Co to, do cholery, znaczy?

- Wiem, że znamy się całkiem dobrze, ale nie nauczyłem się jeszcze, czytać w twoich myślach – odparł niewzruszony Junsu.

Mógł się spodziewać, o co chłopakowi chodzi, ale Jaejoong nie zdążył mu nic wyjaśnić, więc dopóki nie był pewien, wolał się wstrzymać z wyrzuceniem mu wszystkiego w twarz. Jednak musiał przyznać, że miał na to wielką ochotę. Chciał sprawdzić, czy Yoochun wykona pierwszy krok.

- W co ty pogrywasz? Najpierw wyciągasz mnie na podwójną randkę, wbrew mojej woli, a potem się okazuje, że ona nie istnieje! - syknął Yoochun.

Miał po dziurki w nosie zachowania Junsu, nic z tego nie rozumiał. Zawsze się świetnie dogadywali, a ostatnio to napięcie, które się między nimi pojawiło, było nie do zniesienia. Starał się zachowywać normalnie i czuć komfortowo w jego towarzystwie i mu to wychodziło, ale od niedawna coś się ze strony Junsu zmieniło.

- Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, to by się odbyła – rzucił ozięble, uważnie wpatrując się w chłopaka.

- Bawi cię to? – zapytał Yoochun i zrobił krok do przodu. – Robienie ze mnie głupka?

- Sam sobie świetnie z tym radzisz – warknął młodszy chłopak, tracąc powoli cierpliwość.

Na twarz Yoochuna wpłynął wyraz zaskoczenia. Coś było nie tak. Oczywiście, Junsu miewał swoje złe dni, ale ten się wcale na taki nie zapowiadał. Wyglądało to tak, jakby chłopak tłumił coś w sobie przez dłuższy czas, a Yoochun był w tej chwili zdesperowany, by dowiedzieć się, co to takiego.

- Co się z tobą dzieje?

- Co się dzieje z tobą? – zapytał w odpowiedzi Junsu i rozłożył szeroko ramiona, w pewnego rodzaju, geście rezygnacji. – Gdzie ten pewny siebie Yoochun, który dostaje to co chce? – podszedł do chłopaka, stając z nim twarzą w twarz, rzucając mu wyzwanie.

- To ty tutaj grasz w jakieś gierki, zamiast powiedzieć wprost, o co ci chodzi – odparł Yoochun nie spuszczając wzroku i przełykając ślinę.

Junsu stał naprawdę blisko, aż mu po plecach przeszły ciarki i zdusił w sobie potrzebę, wyciągnięcia ręki w stronę jego ciała.

- Nie zauważyłbyś nawet, gdybym napisał to sobie na czole! – Junsu popchnął go zaczepnie. Yoochun złapał mocno jego nadgarstek i spojrzał groźnie w oczy.

- Po to masz usta, żeby mówić – rzucił wyzywająco. Mocno ściągnięte brwi chłopaka wskazywały, jak bardzo był wściekły.

Junsu spuścił głowę i rozejrzał się nerwowym wzorkiem po podłodze. Uścisk na jego nadgarstku rozluźnił się, ale dłoń Yoochuna wciąż tam była. Na podjęcie ostatecznej decyzji poświęcił tylko sekundę. Nie widział sensu w czekaniu. Świat by się walił, a Yoochun by nie zauważył.

Złapał mocno kark chłopaka, sprawiając tym samym, że ręka Yoochuna podążyła za jego dłonią. Przyciągnął go do siebie, miażdżąc ich usta w gwałtownym pocałunku. Palce na jego nadgarstku znów się zacisnęły, ale szybko stamtąd znikły. Po chwili poczuł, jak desperacko dłonie Yoochuna przyciągają go do siebie, pogłębiając pocałunek.

~*~

- On go zabije!

- To Yoochun, zastanów się co mówisz. – Zirytowany Changmin oparł się o ścianę.

- Widziałeś, jaki był wściekły! - Jaejoong spojrzał nerwowo na drzwi apartamentu.

- Widziałem – odparł spokojnie Changmin, krzyżując ramiona na piersi. – Przestań panikować – warknął i wyciągnął rękę, zatrzymując gwałtownie Jaejoonga.

- Co robisz!? – krzyknął chłopak, tracąc na krótko równowagę.

- Uspokój się w końcu.

- Nie mogę być spokojny! – wysyczał Jaejoong i spojrzał ostro w oczy młodszego chłopaka, nie przejmując się tym, że musiał zadrzeć w górę głowę.

Changmin wpatrywał się w niego przez chwilę spokojnie, jakby coś rozważając. Jaejoong zaczął się niecierpliwić.

- Przypomniałem sobie, że miałem ci coś udowodnić – odparł w końcu Changmin, nie spuszczając z niego wzroku.

- Co? – zapytał zdezorientowany Jaejoong . Chwilę później został przyparty plecami do ściany. Z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy, zerknął na dłonie oparte po obu stronach swojej głowy.

- Że potrafię całować.

~*~

- Łał... – ciche westchnienie wydobyło się z ust Junsu.

- Tylko tyle masz do powiedzenia? – wyszeptał Yoochun w jego wargi, oddychając szybko. Serce biło mu niemiłosiernie, a po klatce piersiowej rozlało się ciepło. Ten pocałunek zawrócił mu w głowie.

- Tylko tyle przychodzi mi do głowy, ale... – odparł prędko Junsu, spoglądając w oczy Yoochuna, jednak szybko powrócił spojrzeniem do jego ust. – Może po powtórce, znajdę na to słowa...

Yoochun się uśmiechnął. Był to ten sam, pełen pewności siebie uśmiech, który doprowadzał Junsu do szaleństwa. I te ciepłe usta, które teraz wywracały jego świat do góry nogami.

- Jesteś beznadziejny – zaśmiał się Junsu.

- Słucham?

- Nie potrafisz nawet dobrze ukryć swoich uczuć – prychnął i machnął ręką, wciąż śmiejąc się radośnie.

Yoochun uniósł brew w pytającym geście i uśmiechnął się lubieżnie.

- Nie wydaje ci się, że jako współwinny moich marnych technik kamuflujących, powinieneś wziąć za to odpowiedzialność?

Junsu obejrzał się przez ramię, na łóżko stojące za nimi i posłał Yoochunowi zniecierpliwione spojrzenie.

- A magicznych słów nie usłyszę? – zapytał przekornie, wycofując się powoli, aż nie dotknął łydkami mebla.

- Pośpiesz się?

~*~

- Boże, oszczędź mi tego widoku... – jęknął Changmin, zasłaniając oczy dłonią i szybko wycofując się z kuchni. – Jae!

- Co się stało? – W salonie pojawił się starszy chłopak.

- Tak dłużej być nie może – zadecydował Changmin. – Trzeba w końcu ustalić jakieś zasady, a że jesteś najstarszy, powinieneś się tym zająć.

- Dlaczego ja? To Yunho jest liderem – wymamrotał z niechęcią chłopak.

- To już nie mój problem. – Changmin wzruszył ramionami i dotknął palcem wskazującym klatki piersiowej Jaejoonga. - Przekaż, że jeśli jeszcze raz zobaczę ich bezczeszczących kuchnię, jaja im pourywam! – zawahał się jednak na chwilę. – Ale tak za godzinę... lepiej oszczędź sobie tego widoku – odchrząknął i wymaszerował do swojego pokoju, ciągnąc za sobą Jaejoonga.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

IntoXIAHcated 12

Gdy tylko Yoochun wyszedł z budynku, wciągnął świeże powietrze głęboko w płuca. Włożył ręce w kieszenie i westchnął ciężko. Czuł się jak tykająca bomba, która lada chwila wybuchnie, burząc ich dotychczasowe relacje.
Nie mógł mu się przyznać. Nie chciał. Możliwość odkrycia przez Junsu jego prawdziwych uczuć, śmiertelnie go przerażała. Do tego cała ta sytuacja wytrącała go z równowagi i obawiał się, że wszystko wyjdzie na jaw, jeśli popełni chociaż najmniejszy błąd.

Wyciągnął z kieszeni spodni paczkę papierosów. Junsu nienawidził kiedy palił, chociaż teraz nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Musiał jakoś zwalczyć stres, a w tej chwili tylko nikotyna była w stanie coś z tym zrobić. Ruszył przed siebie nie zwracając uwagi na otoczenie, a przynajmniej do czasu, w którym nie ujrzał przed sobą Yunho.
Sam jego widok nie wzbudził w nim większego zainteresowania, gdyby nie stojąca przy jego boku dziewczyna. Pamiętał ją, to z nią Junsu jadł lunch i to ona była jego jutrzejszą randką.

Zmarszczył brwi i przystanął na chwilę, by usłyszeć chociaż skrawek rozmowy toczącej się pomiędzy tą dwójką, zanim zauważą jego obecność.
Stał jednak za daleko i do jego uszu nie doleciało ani jedno słowo z ich rozmowy. Z zachowania jednak wyraźnie można było wywnioskować, że ze sobą flirtują. Niespodziewanie dla niego, poczuł jak ogarnia go złość. Chociaż miał całkiem mocne podstawy, by być w tym momencie zadowolonym. W końcu potencjalna partnerka Junsu, właśnie została tej pozycji pozbawiona.

Podszedł więc powoli, wciąż ze zmarszczonymi brwiami i rzucił na powitanie krótkie cześć.
Dziewczyna uśmiechnęła się niewinnie i ukłoniła w odpowiedzi. Yunho tylko kiwnął głową, wpatrując się w chłopaka.

- Co ona tu robi?

Yoochun zapytał po koreańsku, nie spuszczając wzroku z chłopaka. Sprawiając tym samym wrażenie, że wcale o niej nie mówi. Z jego twarzy także zniknął grymas, który został zastąpiony uśmiechem. Idealne maskowanie swoich uczuć. Miał już w tym wprawę.
Yunho tylko skrzywił się i spojrzał na niego z politowaniem.

- Nie wiesz, że to niekulturalne rozmawiać przy kimś w języku, którego nie rozumie?

Yunho z pełną premedytacją odpowiedział Yoochunowi po japońsku, nic nie robiąc sobie z tego, że chłopak najwyraźniej nie chciał, by dziewczyna była częścią tej rozmowy.
Yoochun prychnął niezadowolony, ale po chwili na jego usta powrócił uśmiech.

- Nie uważasz, że Junsu nie byłby zadowolony z faktu, że spotykasz się z dziewczyną, która mu się podoba?

Zapytał, przerzucając się z powrotem na japoński, by wprawić dziewczynę w zakłopotanie. Rzeczywiście mu się to udało, na jej twarzy wykwitły delikatne rumieńce i powędrowała ona speszonym wzrokiem w stronę Yunho, zerkając na niego niepewnie. Sprawiała wrażenie zdezorientowanej.
Chłopak był nie mniej zaskoczony, jednak panował nad swoimi emocjami doskonale, gdyż nie dało się tego po nim zauważyć.

- Podoba mu się? Powiedział ci?

Zapytał spokojnie Yunho, chociaż wcale nie uśmiechało mu się prowadzenie tej krępującej rozmowy. Nie łatwo przychodziło mu opowiadanie o swoich uczuciach, czuł się po prostu głupio i stojący przed nim Yoochun z całą pewnością zdawał sobie z tego sprawę.

Micky nie odpowiedział na jego pytanie, gdyż Yunho znał na nie odpowiedź. Junsu nie powiedział mu wprost, że dziewczyna mu się podoba, nie zmieniało to jednak faktu, że byli umówieni na randkę, która miała się odbyć jutro.
Spojrzał na milczącą dziewczynę, która teraz stała trochę z boku jakby chciała odłączyć się od tej konwersacji, co było raczej niemożliwe, gdyż była jej głównym tematem. Yoochun postanowił zwrócić się bezpośrednio do niej.

- Nie jest ci wstyd umawiać się z dwoma facetami?

Zadając to pytanie sprawił, że powietrze stało się gęstsze od nagłego napięcia, które zawisło między nimi. Yunho spiął się, wyraźnie powstrzymując się od złapania przyjaciela za koszulkę, o czym świadczyły jego mocno zaciśnięte w pięści dłonie.
Oczy dziewczyny nagle się powiększyły, jakby usłyszała niestworzoną historię. Nie wyglądała jakby była w stanie odpowiedzieć na to pytanie.
Yoochun prychnął pod nosem i uśmiechnął się pogardliwie.

- Trenujesz przed jutrzejszą randką z Junsu?

Rzucił niby od niechcenia, ale jego oczy były chłodne i nie wskazywały na to, że sytuacja jest mu obojętna.

- R-randką?

Dziewczyna zająknęła się, zupełnie zdezorientowana, wodząc wzrokiem od jednego do drugiego chłopaka, a jej policzki nabrały ciemniejszej barwy.

- O czym ty bredzisz?

Yunho nie wytrzymał i podchodząc o krok bliżej złapał chłopaka za koszulkę.

- Bredzę? Nic podobnego – Yoochun uśmiechnął się bezczelnie, łapiąc przyjaciela za nadgarstek, chcąc tym samym zmusić go do rozluźnienia uścisku. – Nic podobnego, jestem pewien, że razem z Junsu idę jutro na podwójną randkę z nią i jej koleżanką. – Prychnął i spojrzał wyzywająco w ciemne, zwężone w gniewie oczy Yunho.

- Ale to niemożliwe – wtrąciła nieśmiało dziewczyna, obawiając się, że lada chwila w ruch pójdą pięści.

Oczy obydwu skierowały się w jej stronę, co trochę ją speszyło, ale nie odwróciła wzroku.

- Ostatnim razem Junsu wyraźnie powiedział mi, że nic z tego nie będzie, bo jest zainteresowany kimś innym. – Dodała, by rozjaśnić całą sytuację.

Palce Yunho puściły materiał koszulki, pozostawiając go lekko wymiętym. Odsunął się na odległość metra i spojrzał pytająco na Yoochuna.

- Co? – wydukał zdezorientowany, zerkając tylko przelotnie na przyjaciela i całkowicie koncentrując się na dziewczynie – To znaczy, że nie ma jutro żadnej randki? Ale przecież powiedział mi o tym dziesięć minut temu!

Wyraz jego twarzy wyraźnie wskazywał jaki jest w tym wszystkim zagubiony, ale zauważyć mógł to tylko Yunho. Zarzucił rękę na jego ramiona i przepraszając dziewczynę, odprowadził kawałek dalej.
- Yoochun-ah, może lepiej będzie jeśli o tym porozmawiasz z nim, wydaje mi się, że ona nic więcej ci nie wyjaśni – powiedział spokojnym głosem, doskonale zdając sobie sprawę, że Yoochun tonie we własnych myślach, że nie może ich pozbierać.

Chciał coś jeszcze dodać, ale kątem oka zauważył Jaejoonga, który z niepokojem wpatrywał się w scenę rozgrywającą się przed jego oczami. Prawdopodobnie wszystko słyszał. Już chciał go zawołać, gdy ten momentalnie zawrócił i wbiegł z powrotem do apartamentowca, w którym mieszkali.


~*~


- Junsu-ah! Junsu-ah!

Drzwi otworzyły się z hukiem, poprzedzone tylko krótkim sygnałem, oznaczającym otwarcie zamka. Chwilę później w całego w nerwach Jaejoonga wpatrywały się dwie, kompletnie zaskoczone pary oczu.
Changmin automatycznie podniósł się z sofy, zapominając o wszystkim co miało miejsce na korytarzu i podszedł do zdenerwowanego Jaejoonga. Ten jednak, wyminął go szybko i prawie podbiegł do Junsu, ledwo unikając kolizji.

- Junsu-ah! Czerwony alarm!

- Co?

Xiah wydawał się dłuższą chwilę zdezorientowany, ale trwało to tylko do momentu, w którym w salonie nie pojawił się wściekły Yoochun. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, co oznaczał „czerwony alarm”.

niedziela, 27 lutego 2011

IntoXIAHcated 11

- Myślałem, że poszedłeś się upić.

Changmin prychnął zdegustowany, wychodząc z windy, która zatrzymała się na ich piętrze. Gdy tylko odsłuchał wiadomość, którą zostawił mu Jaejoong, postanowił odłożyć bieganie na kiedy indziej.

- Niby z jakiego powodu miałbym się upijać?

Burknął i wyminął chłopaka, który prawdopodobnie miał zamiar wsiąść do windy, ale tego nie zrobił. Changmin skrzywił się, gdy tylko Jaejoong ruszył jego śladem.

- Chcesz czegoś?

Warknął i zatrzymał się, odwracając się do niego twarzą, na której wciąż gościł wyraz zirytowania.

- Nie możesz tam iść.

Jaejoong westchnął zrezygnowany, wskazując ręką na drzwi do ich mieszkania i oparł się o ścianę.

- A to niby dlaczego?

Changmin uniósł wysoko brwi i nie zwracając uwagi na to, co przed chwilą zostało powiedziane, ruszył w tamtą stronę.

- Yoochun i Junsu.

Młodszy chłopak zatrzymał się w pół kroku, a na jego twarzy znów pojawił się wyraz zirytowania. Przez chwilę pomyślał, że jeżeli dalej tak pójdzie, to pewnie wejdzie mu to w nawyk. Jednak już w następnym momencie, zdał sobie sprawę, że w zasadzie to już stało się jego nawykiem.
Idąc śladem Jaejoonga, oparł się o ścianę i zamierzał wsunąć w uszy słuchawki, gdy po raz kolejny dotarł do niego głos chłopaka.

- Yah! Nie masz mi nic do powiedzenia?

Jaejoong stanął przed najmłodszym członkiem zespołu, zabierając mu słuchawki i patrząc na niego wyczekująco.

- Nie wiem o czym mówisz.

Odparł Changmin, krzyżując ręce na piersi i odwracając głowę, by tylko na niego nie patrzeć.
Doskonale wiedział, nie chciał o tym rozmawiać. To by tylko skomplikowało całą sytuację, a on takich nie lubił. Zawsze postępował rozważnie, a to co zrobił, wcale nie było rozważne.
Dał się ponieść emocjom, nie mógł sobie na to pozwolić po raz kolejny. Czuł jednak, że może to się okazać trudnym wyzwaniem.

- Changmin, chyba nie zapomniałeś, że to wszystko miało być na pokaz?

Na twarzy Jaejoonga pojawiło się zmartwienie. To wszystko miało być tylko grą, ale zdecydowanie nie okazała się ona dobrym pomysłem. Tylko Junsu mógłby wyjść z tak genialną propozycją, a wszystko, co zrodzi się w jego głowie, ma zwykle marne skutki.
A on był głupi, że dał się na to namówić. Co gorsza, wciągając w to Changmina.
Takiego obrotu sprawy, nie spodziewał się jednak w ogóle.

- Zapomniałem czy nie, co to za różnica. Nie zagłębiaj się w to.

Chłopak westchnął i wsunął ręce w kieszenie, wciąż unikając spojrzenia Jaejoonga. Trwało to jednak tylko do momentu, gdy nie poczuł jak trafiają w niego słuchawki, które wcześniej zabrał mu Jaejoong.

- Nie zagłębiaj się!? Praktycznie zmiażdżyłeś mi usta tamtym pocałunkiem, a teraz mówisz, że mam się w to nie zagłębiać!?

- Przecież sam powiedziałeś, że to miała być tylko gra!

Krzyknął Changmin w odpowiedzi, ignorując leżące na ziemi słuchawki.

- W takim razie, przed kim wtedy grałeś? Przed ścianą!? Nikogo tam nie było!

Teraz obaj nie zwracali już uwagi na to, że są trochę głośniej niż być powinni.

- Dobra, masz racje! Marny ze mnie aktor! To chciałeś usłyszeć?

Changmin spojrzał intensywnie w oczy drugiego chłopaka, próbując utrzymać kontakt wzrokowy. Był wciekły na siebie, że puściły mu hamulce, akurat w takiej sytuacji. Jaejoong też był wściekły i było to wyraźnie widać.

- Powiem ci jeszcze coś. Nie tylko marny z ciebie aktor, całować też nie potrafisz!

Rzucił wściekle Jaejoong, tym samym sprawiając, że z ust młodszego chłopaka, wyrwało się pełne zdziwienia „Co?”.
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale przerwał mu odgłos otwieranych drzwi. Chwilę później zobaczył Yoochuna, którego mina nie wróżyła raczej nic dobrego.

Jaejoong spojrzał na Changmina, w duchu modląc się, by Yoochun nie słyszał ich awantury. Jednak patrząc na to z drugiej strony, byłoby to chyba niemożliwe. Naprawdę ich poniosło, a stali przecież zaledwie kilka kroków od wejścia do ich mieszkania.

Yoochun rzucił im nieodgadnione spojrzenie, wprowadzając ich w stan przedzawałowy i ruszył w ich stronę.

- Gdzie idziesz?

Zapytał Jaejoong, starając się brzmieć jak najbardziej naturalnie, chociaż serce miał już w gardle. Jeżeli dowie się wszystkiego, zanim doprowadzą tą całą szopkę do końca, to Junsu nigdy im tego nie wybaczy.
Changmin zerknął nerwowo to na jednego, to na drugiego, czekając w napięciu na dalszy rozwój wydarzeń.

- Wychodzę.

To było jedyne słowo, które dotarło do ich uszu. Zaraz po tym, Yoochun zniknął na schodach chociaż spokojnie mógłby użyć windy.
Gdy tylko znów zostali sami, dało się słyszeć pełne ulgi „Dzięki Bogu”.

- To wszystko twoja wina! Co by było, gdyby nas usłyszał?

Tym razem wyszeptał Jaejoong, nie chcąc ryzykować w razie powrotu Yoochuna. Spojrzał gniewnie w oczy chłopaka.

- To ty powiedziałeś, że nie potrafię całować!

Warknął w odpowiedzi, jakby to była jedyna rzecz, o którą powinien się w tej chwili martwić.

- Mam prawo tak uważać!

Wysyczał, wskazując palcem swoje usta, na których widniał dowód ich pocałunku. Changmin skrzywił się wyraźnie i schylił, by podnieść słuchawki.

- Nie martw się, gdy tylko się zagoi, będziesz mógł zapomnieć o całej sprawie.

Burknął i nie dając Jaejoongowi możliwości odpowiedzi. Wszedł szybkim krokiem do mieszkania. Ściągnął buty i wszedł do kuchni, w której siedział Junsu i jadł kolację. Dopiero teraz Changmin poczuł jak bardzo jest głodny.

- Kiedy masz zamiar z tym skończyć?

Rzucił oschle w stronę Junsu, podchodząc do kuchenki i nakładając sobie to, co zostało z przygotowywanego przez Yoochuna posiłku.
Chłopak uniósł wzrok znad talerza i zatrzymał go na młodszym chłopaku.

- Niedługo.

Odparł tylko i wzruszył ramionami, jakby nie zauważał co się wokół niego dzieje. Może lepszym określeniem byłoby, że nie zwracał na to uwagi.

- Byle szybko.

Warknął Changmin, prawie rzucając talerz na stół i siadając do stołu, zaczął jeść. Przyglądając mu się, Junsu odłożył pałeczki i oparł brodę na dłoni.

- Jak tam Jaejoong-hyung? Swoją drogą, widziałeś jego usta?

Junsu, jakby nigdy nic, zadał pytanie, obserwując reakcję Changmina.

- Bawi cię to, prawda? Zajmij się lepiej swoimi sprawami, byśmy mogli jak najszybciej skończyć tą całą farsę.

- Ależ nie ma za co. Cóż, pewnie na tym etapie nie mogę jeszcze liczyć na podziękowania.

Junsu wstał od stołu, wkładając naczynia do zlewu.

- Za co niby mam ci dziękować? Za tą całą pochrzanioną sytuację?

- Myślisz, że robię to tylko dla siebie? Poza tym, dziwię się, że się zgodziłeś, ale gdyby nie poprosił cię o to Jaejoong-hyung, pewnie poprosiłbym o to Yunho.

Changmin wstał od stołu, tracąc zupełnie apetyt.

- To trzeba to było zrobić.

- Myślisz, że dlaczego poprosił o to ciebie, a nie Yunho?

Junsu spojrzał uważnie na chłopaka, który skierował się do salonu i opadł na kanapę, włączając telewizor.

- Nie wiem, nie obchodzi mnie to, rób co masz robić i skończmy to wszystko. Staje się to uciążliwe. Poza tym, dlaczego odstawiasz jakieś szopki, nie możesz mu tego po prostu powiedzieć?!

Oburzył się nagle Changmin i wbił w niego oskarżycielski wzrok.

- Mógłbym.

Junsu opadł na miejsce obok Changmina, który otworzył szeroko usta ze zdziwienia.

- Chcesz zginąć?

Wysyczał gniewnie i zmarszczył niebezpiecznie brwi.

- Nie zrozum mnie źle, chodzi o to, że Yoochun to tchórz. Chcę go podpuścić, ale jest strasznie uparty.

Junsu wyciągnął ręce przed siebie, w razie niespodziewanego ataku ze strony Changmina.

- Zamiast powiedzieć mi o co chodzi, obraził się głupek i wyszedł. Już naprawdę nie wiem co zrobić, żeby w końcu się przyznał. Ile można czekać?

Xiah spojrzał na Changmina z obrażoną miną i odchylił się na oparcie. Changmin spojrzał na niego jak na idiotę.

- Nie chcę burzyć twojej idealnej wizji, ale czy pomyślałeś o tym, że może źle to rozgrywasz?

- No właśnie, coś musiało pójść nie tak, gdzieś musiałem popełnić błąd.

Junsu zmarszczył brwi, myśląc intensywnie.

- Myślę, że cały ty, to jeden wielki błąd. Przez ciebie, ludzie zaczynają sami robić głupie błędy.

Mruknął Changmin, a przed oczami stanęła mu twarz Jaejoonga. Wydał dziwny odgłos i złapał się za włosy.

- Hej, Min! Spokojnie, akurat ta część planu, idzie po mojej myśli.

Junsu uśmiechnął się i klepnął młodszego chłopaka w plecy, podnosząc się z sofy i po chwili znikając za drzwiami ich pokoju.

- Angel Xiah? Chyba tylko na zdjęciach!

Warknął pod nosem Changmin i zmienił ze złością kanał.

środa, 9 lutego 2011

IntoXIAHcated 10

- Yah!

Krzyknął Yoochun, rzucając w Jaejoonga trzymaną w ręku mangą. Leżał na łóżku od dziesięciu minut próbując się skoncentrować na czytaniu, po tym jak opowiedział całą sytuację Jaejoongowi.
Niestety okazało się to złym posunięciem , gdyż śmiech przyjaciela ani na chwilę nie ucichł.

- Gdybym chciał się upokorzyć, poszedłbym z tym do Junsu – warknął Yoochun z wyrzutem – Tak poza tym, co ci się stało w usta?

Jaejoong umilkł speszony, nim jednak zdążył odpowiedzieć, usłyszeli pukanie do drzwi. Yoochun sięgnął po swoją mangę i odwrócił głowę w bok, jasno dając do zrozumienia, że nie ma zamiaru się ruszyć.
Starszy chłopak parsknął z oburzeniem i wstał z łóżka, by otworzyć drzwi.

- O Junsu, wejdź.

Powiedział Jaejoong i z szerokim uśmiechem odsunął się, aby wpuścić chłopaka.

- Co ci się stało w usta?

Junsu zapytał unosząc brwi w zaskoczeniu i wszedł do pomieszczenia, rzucając pytające spojrzenie drugiemu chłopakowi, który tylko wzruszył ramionami. Jaejoong przewrócił oczami.

- Nieważne, Yoochunnie mogę cię prosić do siebie? Chciałem pogadać.

Zwrócił się do Mickiego, który momentalnie wlepił wzrok w mangę, udając, że czyta.

- Oh, nie przeszkadzajcie sobie, ja wyjdę. U ciebie pewnie nie będziecie mogli spokojnie porozmawiać, ze względu na Changmina i Yunho, więc...

- Nie trzeba hyung, oni akurat nie stanowią problemu. Yunho jeszcze nie wrócił, a Changmin właśnie wyszedł.

Junsu machnął ręką i spojrzał ponaglająco na Yoochuna, który tylko westchnął i odłożył komiks, po czym z ciężkim westchnięciem podniósł się z łóżka.

- Jak to wyszedł? Gdzie?

Zapytał Jaejoong i zerknął na zegarek, który wskazywał kilka minut po dwudziestej.

- A bo ja wiem - Junsu wzruszył ramionami – Nie obchodzi mnie to, ale...

Jaejoong jednak już go nie słuchał, wyciągnął komórkę i wykręcił numer Changmina.

- Yah! Shim Changmin! – warknął w telefon, gdy odezwała się automatyczna sekretarka – Mam nadzieję, że nie nabrałeś ochoty na alkohol, bo jak tylko cię znajdę, przysięgam, że zginiesz!

Potem słychać już było tylko trzask drzwi wejściowych i pozostała dwójka została sama.
- Chciałem powiedzieć, że wyglądał jakby szedł biegać – dokończył zdębiały Junsu – Nie sądzisz, że Jaejoong-hyung dziwnie się ostatnio zachowuje?

Zapytał Xiah spoglądając jeszcze na drzwi i odwrócił się do stojącego obok niego chłopaka, czekając na odpowiedź.

- Dziwnie, to znaczy jak?

Yoochun uniósł brwi. Doskonale zdawał sobie sprawę jaki jest tego powód, jednak nie zamierzał dzielić się nim z Junsu. Jaejoong nie byłby z tego zadowolony, a mogłoby to nawet zaowocować wyjawieniem jego sekretu, a tego nie chciał. Przynajmniej w najbliższym czasie. Nie był na to gotów i wiedział, że Junsu też nie.

- Sam nie wiem, w każdym bądź razie, chciałem pogadać.

Junsu skierował się w stronę łóżka Yoochuna i położył na nim. Chłopak był pod wrażeniem tego, jak szybko traci zainteresowanie.

- To nie idziemy do twojego pokoju?

Junsu spojrzał na niego z politowaniem.

- Jeżeli atmosfera tego pokoju cię przytłacza, to możemy. W sumie nie zdziwiłbym się, tak tu mroczno.

Chłopak rozejrzał się po ciemnych ścianach pokoju i jego wzrok zatrzymał się na otwartym oknie. Parsknął cicho i spojrzał na przyjaciela.

- Wszystko mi jedno, to o czym chcesz porozmawiać?

- Chciałem omówić szczegóły naszej randki.

Xiah rzucił beztrosko, zupełnie nie zwracając uwagi, że jego towarzysz zatrzymał się w pół kroku.
Yoochunowi serce zabiło tak mocno, że zaczął się zastanawiać, czy istnieje możliwość, by wskoczyło z klatki piersiowej. Zaraz jednak odgonił od siebie tę myśl i przełykając z trudem ślinę, spojrzał na leżącego chłopaka.

- Naszej randki?

Zapytał lekko oszołomiony. Po chwili usłyszał głośny śmiech i Junsu przekręcił się na łóżku.

- Chodziło mi o naszą "podwójną" randkę.

Wydusił z siebie, próbując opanować śmiech po tym, jak zdał sobie sprawę z tego jak zabrzmiała jego wcześniejsza wypowiedź.

- A-ach, tak, jasne. Podwójna randka.

Yoochun wyartykułował nieskładnie, siadając na łóżku Jaejoonga i zgarniając z niego poduszkę, do której się przytulił, mając nadzieję, że zagłuszy ona bicie jego serca. Odetchnął w duchu i dał sobie mentalnego kopa za głupie myśli.

- Gdzie powinniśmy pójść?

Zapytał Junsu, wyrywając chłopaka z zamyślenia i wpatrując się w niego uparcie.

- Czemu mnie o to pytasz? To był twój pomysł, sam coś wymyśl.

Burknął Yoochun, wyraźnie niezadowolony z faktu, że ta randa ma się w ogóle odbyć.

- Myślałem o tym, by najpierw iść coś zjeść, a potem..Yah! Słuchasz mnie!?

Junsu rzucił poduszką w stronę Yoochuna, który zupełnie go ignorował. Z drugiej strony, chłopak naprawdę chciał się skupić na tym co mówi do niego Xiah, jednak myśl o całej tej chorej sytuacji zupełnie go rozpraszała. Jęknął z niezadowoleniem i spojrzał na przyjaciela.

- Mów, słucham.

Rzucił ze zrezygnowaniem, dając sobie spokój z obmyślaniem planu wykręcenia się z tej beznadziejnej sytuacji.

- A potem możemy iść na karaoke.

- Jak chcesz ją poderwać na wokal, to daj jej płytę, po co się rozdrabniać.

Yoochun wzruszył ramionami.

- Wykazałbyś trochę więcej zaangażowania.

Burknął Junsu i usiadł po turecku, wpatrując się w chłopaka z politowaniem.

- Kiedy ja nie chcę!

Jęknął Yoochun i opadł na plecy, zakrywając się poduszką. Teraz zachowywał się zupełnie jak dziecko, które nie chce zjeść obiadu.

- No co? Nie podoba ci się ona?

Nie podoba mi się ta druga, bo idzie z TOBĄ na randkę. Warknął w myślach i ze zrezygnowaniem podniósł się z powrotem do siadu, zerkając na chłopaka.

- Po prostu nie chcę się z nikim wiązać, po co więc w takim razie dawać jej złudną nadzieję?

- Ale ty musisz sobie w końcu kogoś znaleźć!

Junsu spojrzał na niego zdeterminowany.

- Ale dlaczego!?

- Bo..bo tak!

Burknął Xiah, tracąc gdzieś po drodze pewność siebie.

- Rzeczywiście, argument nie do podważenia.

Parsknął zirytowany Yoochun i wstał, kierując się w stronę drzwi.

- Gdzie idziesz? – Junsu zerwał się z łóżka – Nie skończyliśmy omawiać szczegółów!

- Nie panikuj, do kuchni idę.

Micky westchnął i podrapał się w głowę. Zobaczył kątem oka, że Junsu idzie za nim i jęknął w duchu. Skierował się w stronę lodówki, rejestrując jeszcze, że chłopak usiadł przy stole i kładąc na nim ręce, oparł na nich podbródek.
Wyciągnął pierwsze lepsze danie, które zostało przygotowane wcześniej i wrzucił zawartość na patelnię.

- Wypalisz mi zaraz dziurę w plecach, możesz powiedzieć o co chodzi?

Yoochun odwrócił się w stronę chłopaka i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, wpatrując się oczy Junsu, który patrzał na niego błagalnie. Po chwili jednak coś mu przeszło przez myśl i wyciągnął rękę do przodu, kierując palec wskazujący na chłopaka i spojrzał na niego z niedowierzaniem. Xiah uciekł wzorkiem w bok.

- Jesteś niemożliwy!

- Po co miałem zwlekać, poza tym się zgodziłeś!

Rzucił szybko na swoją obronę i wstał z krzesła.

- Nie mogę uwierzyć! Trzeba było powiedzieć, że nie chcesz ze mną niczego omawiać, bo o wszystkim już sam zdecydowałeś!

Warknął Yoochun i odwrócił się w stronę kuchenki, by przemieszać jedzenie. Zupełnie stracił apetyt.

- Więc może odstawmy na bok te podchody i powiedz mi, na kiedy NAS umówiłeś?

Zapytał nie patrząc na chłopaka, zacisnął mocno szczękę i zmarszczył brwi.

- Na jutro.

Usłyszał cichą odpowiedź i aż zaśmiał się z niedowierzania. Wyłączył palnik i nie patrząc na chłopaka, wyszedł z kuchni. Musiał się przewietrzyć.

środa, 22 grudnia 2010

Pierwszy gips

Zakończenie tego one shota nie do końca mi się podoba. Nie jestem także gotowa na opisywanie scen erotycznych, z udziałem jakiegokolwiek członka zespołu. To tak, żeby nie było rozczarowań.
One shot napisany dla Patichan. Pierwszy raz pisałam na czyjąś prośbę, a że wpadł mi do głowy pomysł to wyszło, co wyszło. Mam nadzieję, że jednak da się to czytać.
No i wszystkim Wesołych Świąt życzę.


Autor: Siruwia
Tytuł: Pierwszy gips
Długość: One shot
Ograniczenia wiekowe: G (Dla wszystkich)
Pairing: Yunho/Jaejoong (YunJae)

~*~

Chciał mieć to z głowy. Gdy wybiła godzina siedemnasta, dopił kawę i wstając, złapał kluczyki od samochodu. Gdzieś po drodze zarzucił na plecy płaszcz i podniósł kołnierz, w nadziei, że uda mu się uchronić od mroźnego wiatru. Nie nosił szalika, twierdząc, że jest to niepotrzebne, gdy spędza na zewnątrz tylko dziesięć minut dziennie, które wystarcza mu na pokonanie dystansu dzielącego go od samochodu.

Teraz jednak pierwszy raz zapragnął go posiadać, gdy cały widok przesłonił mu, padający niemal poziomo śnieg, który wkradał mu się za kołnierz i w zetknięciu z gołą, rozgrzaną skórą, wywoływał dreszcze.

Zamachał rękami, gdy przez nieprzystosowane do pogody buty, po raz kolejny niebezpiecznie się zachwiał. Starając się utrzymać równowagę, na bądź co bądź krótkim dystansie, jak najszybciej przemieścił się w kierunku zatłoczonej galerii handlowej.

Jung Yunho był osobą, która niewiele miała wspólnego ze świętami. Nie interesowała go tradycja, jednak aby uspokoić swoje sumienie, postanowił kupić choinkę. W zasadzie cały ten szał świąteczny trochę go przerażał. Biegające wokół dzieci i goniące je matki, mężowie niosący za nimi zakupy i gigantyczne kolejki. Wszystko to sprawiało, że miał jeszcze mniejszą ochotę na święta.

Był typowym kawalerem mieszkającym na Manhattanie niedaleko Cantral Parku , który w wieku 25 lat posiadał niemały apartament i wysoką pozycję w firmie. Chłodny, wyrafinowany i doskonale nadający się do prowadzenia interesów. Tym samym spędzający noce samotnie, unikający związków i odpowiedzialności wynikającej z założenia rodziny, która była mu całkowicie zbędna. Można raczej powiedzieć, że przyszłość u boku żony była dla niego czymś, czego nie mógł spełnić. Pociągała go raczej tak zwana płeć brzydka, o czym jednak jego rodzice, żyjący w błogiej nieświadomości w Korei, wiedzieć nie musieli.

Ich pytania łatwo zbywał, tłumacząc się brakiem czasu i ciągle piętrzącym się na jego biurku, stosem papierów, których nie mógł pozostawić samym sobie.
Jedyną odskocznię od takiego trybu życia stanowiły piątkowe wieczory, które przeznaczone były na wypad do klubu. Jednak i one skończyły się jakiś czas temu, gdy jego przyjaciel postanowił wrócić na święta do Korei. Nie wiedział tylko, dlaczego aż trzy miesiące wcześniej.

Westchnął i rozejrzał się wokoło, szukając odpowiedniej alejki i gdy tylko ją namierzył, skierował się do niej szybkim krokiem, strzepując z włosów śnieg. Chciał mieć to za sobą i chociaż jego mieszkanie z pewnością pomieściłoby gigantyczna choinkę, planował kupić nie większą niż metr pięćdziesiąt, zawsze to mniej zachodu ze strojeniem jej. Przez jego głowę przewinęła się nawet myśl, że po prostu postawi drzewko, a cały ten zachód z jego udekorowaniem sobie odpuści. Nie był do tego stworzony. Szybko jednak odgonił tą absurdalną myśl, gdy zdał sobie sprawę, że w takim wypadku równie dobrze może zrezygnować z zakupu choinki.

Przeleciał wzrokiem po drzewkach i upatrując sobie w miarę bogate w igły, skierował się w jego stronę.

~*~

Znów to samo. Pogoda była nieustępliwa i po raz kolejny padający bez przerwy śnieg, zasypał wejście do księgarni, które już drugi raz w ciągu dnia trzeba było odśnieżać. Opatulony szalikiem i zaopatrzony w ciepłą czapkę Kim Jaejoong, co chwila pociągał nosem i szybko pozbywał się śniegu z chodnika, aby nie stanowił zagrożenia dla potencjalnych klientów. Głównym jednak celem usunięcia go sprzed księgarni, w której pracował, było otrzymanie pełnej wypłaty. Nie chcąc więc zdenerwować pracodawcy, bez słowa zabierał się do roboty. Gdy tylko skończył, ruszył szybkim krokiem do środka, po to tylko, by zabrać swoje rzeczy. Jego zmiana skończyła się już piętnaście minut temu i modlił się tylko o to, by jak najszybciej wrócić do domu. Niestety czekały jeszcze na niego zakupy. Nie wiedział jakim cudem udało mu się przeżyć na Manhattanie za takie grosze, które dostawał pracując w księgarni. Wynajmował pokój u całkiem miłej, starszej pani, która wprawdzie była trochę przygłucha jednak całkiem często serwowała mu obiady, za co był jej niesamowicie wdzięczny. Cóż pracujący student, muszący utrzymać się z marnej wypłaty, nie miał zbyt wiele czasu, by samemu zadbać o porządny posiłek.

Pocierając o siebie zmarznięte dłonie, ruszył w kierunku metra, modląc się w duchu, by udało mu się jeszcze znaleźć ładną choinkę w przystępnej cenie. Jego pokój miał ograniczoną ilość miejsca, a przecież nie mógł pozwolić sobie na święta bez choinki. W dodatku jak mógł odmówić sobie dekorowania jej. Na szczęście w Wigilię miał pracować tylko do czternastej, za co dziękował szefowi. Będzie miał czas na przystrojenie drzewka i pomoc starszej pani, z którą zamierzał spędzić wigilijny wieczór.

Wysiadł z metra i skierował się w stronę galerii handlowej. Gdy tylko wszedł do środka, ściągnął rękawiczki i czapkę, a na jego twarzy zagościł uśmiech. Ruszył w stronę alejki, w której sprzedawali choinki. Upatrując sobie drzewko wysokie na metr dwadzieścia, od razu podszedł do sprzedawcy z zapytaniem o cenę, która okazała się idealna na jego kieszeń.
Już wyjmował pieniądze, gdy usłyszał za plecami niski głos.

- Poproszę tamtą

Na początku postanowił go zignorować, czekając aż sprzedawca weźmie od niego zapłatę, po którą już wyciągał rękę odpowiadając w tym samym czasie, że drzewko, o które prosiła osoba stojąca za nim, zostało właśnie sprzedane. Jednak gdy usłyszał odpowiedź, a ręka sprzedawcy się cofnęła, nie mógł dłużej pozostać obojętny.

- Zapłacę dwa razy więcej

Jaejoong uświadomił sobie, że chodzi o jego drzewko gdy usłyszał od sprzedawcy krótkie „Przykro mi, taka praca”. W tym momencie postanowił się odwrócić i tym samym stanął twarzą w klatkę piersiową z mężczyzną, który ośmielił się ukraść JEGO drzewko.

Zirytowany, że musiał podnieść głowę aby spojrzeć w twarz osobie, która bez skrupułów zabrała mu z przed nosa upatrzoną choinkę, zmarszczył groźnie brwi.

- Uważasz, że to w porządku?

Zwrócił się do mężczyzny z wyraźnym żalem w głosie, a jego zagniewaną minę rujnował czerwony od zimna nos. Facet w czarnym, eleganckim płaszczu spojrzał na niego z politowaniem i tylko odebrał od sprzedawcy resztę, kierując się razem z nim, by zapakować drzewko.

- Hej! Mówię do ciebie!

Jaejoong ruszył za nim, zaciskając dłonie w pięści i gniotąc przy tym pieniądze, którymi miał zapłacić za wymarzoną choinkę. Mężczyzna tylko obrzucił go przelotnym spojrzeniem i zignorował, dalej kierując się za sprzedawcą. Student jednak nie był jednym z tych, którzy sobie odpuszczają i wyciągnął rękę, by złapać mężczyznę za ramię i zmusić do zatrzymania się.

- Czego chcesz dzieciaku?

Yunho spojrzał z poirytowaniem na chłopaka, który nie chciał dać mu spokoju i oceniając go na nie więcej niż osiemnaście lat, postanowił, że nie ma sensu zwracać się do niego kulturalnie. Wyglądał na takiego, który mimo wszystko sobie nie odpuści.

Jaejoong otworzył swoje oczy jeszcze bardziej, jeżeli to w ogóle możliwe i spojrzał na mężczyznę w zdziwieniu. Wiedział, że wygląda młodo, ale bez przesady. Miał dwadzieścia dwa lata i oczekiwał od innych szacunku, nawet jeśli jego czerwony nos sprawiał, że wyglądał mniej dojrzale niż zwykle.

- Trochę szacunku, to, że masz pieniądze nie oznacza, że możesz tak traktować ludzi! Skoro jesteś taki bogaty, dlaczego nie wybierzesz sobie droższego drzewka, a to zostawisz ludziom, których nie stać na podbijanie stawki?

Yunho uniósł brwi i uśmiechnął się pod nosem patrząc na zaciętą minę i wielkie oczy wpatrujące się w niego uparcie. Pochylił się do przodu i odpowiedział, obserwując jak szczęka chłopaka zaciska się ze złości.

- Bo to mi się podoba

Jaejoong czuł, że gotuje się w środku. Postanowił jednak do sprawy podejść spokojnie. Naprawdę podobała mu się ta choinka, a wiedział, że nie ma dużego wyboru i jest ograniczony ceną. Odetchnął głęboko i postarał się trochę rozluźnić.

- Posłuchaj, może da się to jakoś załatwić? Naprawdę zależy mi na tej choince.

Zapytał, siląc się na uśmiech, niepewny, ale jednak. Yunho spojrzał na niego nieodgadnionym wzrokiem, zastanawiając się chwilę. Po chwili uśmiechnął się jednak, wpadając na idealne rozwiązanie.

~*~

- Co to?

Yunho podniósł wzrok znad jakiejś umowy i spojrzał na prezent. Był zapakowany w ładny, czerwony papier i przewiązany czarną wstążką.

- Otwórz, trochę spóźniony, ale lepiej taki niż żaden

Zachęcił go szerokim uśmiechem, którym ukrył swoje zawstydzenie. Była już prawie połowa stycznia, pogoda jednak wciąż niezmienna.

- Mam nadzieję, że ci się spodoba

Dodał po chwili przyglądając się jak Yunho rozpakowuje prezent.

- Szalik?

Yunho spojrzał w górę tylko po to, by zobaczyć jak szalik znika z jego rąk i zostaje owinięty wokół jego szyi. Długi, ciepły, czarno-szary. W ślad za nim poszło ramię i ciepłe usta wylądowały na jego wargach.

- Wesołych Świąt

Yunho zaśmiał się i prychnął pod nosem, kładąc władczo dłoń na biodrze stojącego przy nim Jaejoonga.

- Nie mam nic dla ciebie

Burknął tylko, przyglądając się szalikowi z uśmiechem.

- Ja już dostałem od ciebie prezent

Odparł Jaejoong, machając mu przed oczami zagipsowaną ręką.

- Głupek, jak ściągną ci gips, zabiorę cię w jakieś ciepłe miejsce i wszystko ci wynagrodzę

Powiedział Yunho i pociągnął chłopaka na swoje kolana, chowając nos w jego szyi i wdychając jego zapach.

- Musisz mi najpierw zapewnić porządne ubezpieczenie

Zaśmiał się Jaejoong, skupiając się już zupełnie na ustach błądzących po jego szyi.

~*~

Jaejoong wszedł niepewnie do apartamentu Yunho, ściągając powoli swoją czerwoną czapkę i rozglądając się dookoła, postawił drzewko koło drzwi. Zerknął spod swojej grzywki na mężczyznę, który właśnie ściągał płaszcz i postanowił pójść w jego ślady. Ściągnął plecak i zaczął rozpinać kurtkę.

W czterech ścianach mężczyzna wydawał się mieć więcej manier, bo gdy tylko Jaejoong schował swój szalik w rękaw, jego kurtka znalazła się w dłoni Yunho i chwilę później zawisła na wieszaku.

- Napijesz się czegoś?

Zapytał uprzejmie Yunho, a chłopak chowając dłonie w wielką kieszeń na środku swojej bluzy, skierował się za nim do kuchni.

- Herbaty? Gdzie chcesz postawić choinkę?

Jaejoong postanowił nie tracić czasu i postanowił przejść do sedna sprawy. Mężczyzna zaproponował mu, że odda upatrzoną przez niego choinkę, jeżeli ten zgodzi się udekorować jego drzewko. Jaejoong oczywiście zgodził się bez wahania i po krótkim przedstawieniu się sobie, spędzili jeszcze ponad godzinę wybierając wszystko to, czym dało się przystroić choinkę i na czym Jaejoong zawiesił wzrok.

Tym oto sposobem znaleźli się właśnie w przestronnym apartamencie Yunho, który gdy tylko postawił na stoliku ciepłe napoje, pomógł chłopakowi ustawić wielką choinkę. Zdecydował się na nią tylko dlatego, bo to nie on będzie musiał ją stroić.
Usiadł wygodnie na kanapie, wcześniej przynosząc Jaejoongowi drabinę. Rozłożył na stole jakieś umowy, którymi musiał się jeszcze zająć i pozostawił chłopaka samemu sobie, zerkając tylko co jakiś czas.

Musiał przyznać, że był niczego sobie. Miał ładne, szerokie ramiona, które na pewno były wynikiem ciężkiej pracy na siłowni. Gdy tylko chłopak podnosił wysoko ręce by zawiesić jakąś bombkę, miał okazję zaobserwować także płaski, umięśniony brzuch. Nigdy nie spodziewałby się tego, gdyby miał oceniać na podstawie twarzy chłopaka.

Oczy miał wielkie, włosy wpadały w odcień kasztana i do tego gładka cera. To wszystko kłóciło się z wysportowanym i umięśnionym ciałem, które skrywał pod ubraniami.

Yunho musiał przyznać przed sobą, że żałuje tego w jakich okolicznościach się poznali, bo gdyby nie to, poderwał by chłopaka.

Z drugiej strony Jaejoong, który zerkał na mężczyznę co jakiś czas, westchnął teraz głęboko i z pewną rezygnacją. W myślach zadawał sobie pytanie, dlaczego zawsze najlepsi faceci okazują się być dupkami. Tak się zagłębił w swoich myślach, że nie poczuł pod stopą spodni, przez które się poślizgnął i z wielkim hukiem spadł z drabiny, po drodze uderzając ręką o stojącą obok sofę.

Jęknął boleśnie gdy usłyszał chrupot kości i promieniujący ból z ręki i głowy, którą uderzył o parkiet. Zobaczył jeszcze tylko nad sobą przerażoną twarz Yunho, chwilę później tracąc przytomność.

Do otwarcia oczu zmusił go nieprawdopodobny ból ręki. Rozejrzał się, rejestrując swoje położenie. Znajdował się właśnie w samochodzie mężczyzny, który z zaniepokojoną miną wpatrywał się w drogę. Z jego ust wymknął się cichy jęk, którego nie potrafił powstrzymać i zacisnął mocno zęby.

- Jak dobrze, że się obudziłeś! Zaraz będziemy w szpitalu, wytrzymaj jeszcze chwilę.

Jaejoong tylko kiwnął głową, nie będąc w stanie otworzyć szczęki, którą zaciskał z bólu. Kilka minut później szedł z zarzuconą niezdarnie na ramiona kurtką, prowadzony przez Yunho, który jedną ręką gładził go po plecach. Gdy tylko weszli do środka, mężczyzna kazał mu zaczekać i zniknął mu z oczu. Chwilę później wrócił z lekarzem, który zabrał go ze sobą. Tuż przed zakrętem zobaczył jeszcze zmartwione oczy Yunho, który nerwowo przejechał ręką po włosach i usiadł na jednym z wolnych krzeseł, kładąc sobie na kolanach jego kurtkę.

- Wszystko w porządku? Odwiozę cię do domu

Zaproponował Yunho, gdy po jakimś czasie Jaejoong wrócił z zagipsowaną ręką, a drugą sięgnął po swoją kurtkę.

- Tak, dali mi środki przeciwbólowe, dzięki.

Yunho widząc jak nieudolnie próbuje zarzucić ją sobie na plecy, zabrał mu kurtkę z dłoni i włożył jego rękę w rękaw. Uważając, by nie sprawić mu bólu zapiął ją powoli do samego końca.

Westchnął i odruchowo objął go ramieniem, prowadząc do samochodu. Otworzył mu drzwi i pomógł wsiąść do środka. Gdy tylko odpalił samochód usłyszał ciche westchnięcie.

- Chyba za bardzo naszpikowali mnie tabletkami

Spojrzał na chłopaka, który przymknął i zapadł się w fotel, chowając ręką w kieszeń.

- Chyba nie będę mógł dokończyć tego co zacząłem.

Jaejoong zaśmiał się cicho, wyrywając z zamyślenia mężczyznę.

- Czego?

Zapytał zupełnie zbity z tropu.

- Strojenia choinki?

Jaejoong spojrzał na niego unosząc wysoko brwi, jakby chciał mu powiedzieć, że to jest coś oczywistego. Yunho tylko prychnął pod nosem.

- Naprawdę sądzisz, że jestem aż tak bezduszny i kazałbym ci się wspinać na drabinę, z której nawet nie potrafisz korzystać?

Burknął urażony, wywołując u chłopaka rumieńce, które były oznaką zawstydzenia.

- To nie moja wina! To wszystko przez ciebie...znaczy przez moje spodnie....

Dokończył koślawo, wiedząc, że zrobiłby z siebie idiotę gdyby powiedział, że spadł z drabiny, bo to Yunho zaprzątał mu głowę.

- Zdecyduj się w końcu czy to przeze mnie czy przez spodnie.

Yunho zaśmiał się pod nosem, obserwując jak chłopak zapada się w fotel. Chwilę później zmarszczył brwi i spojrzał na niego wyzywająco.

- A jeżeli powiem, ze prze ciebie, to co z tym zrobisz?

Mężczyzna odwzajemnił spojrzenie, a jego uśmiech się poszerzył.

- To będę musiał ci to jakoś wynagrodzić.

Jaejoong zerknął na niego z podejrzanym błyskiem w oku i odsunął grzywkę lecącą mu do oczu.

- Ktoś będzie musiał udekorować moją choinkę

Powiedział po chwili namysłu. Yunho zamyślił się chwilę, nie odrywając wzroku od drogi.

- Najpierw choinka, później kolacja. Co ty na to?

- Zgoda

~*~

- Jae? Jesteś?

Yunho zamknął za sobą drzwi nogą i postawił pudło na ziemi. Z kuchni dobiegły go odgłosy naczyń i uśmiechnął się pod nosem. Głupio mu było, że nic nie kupił swojemu kochankowi, dlatego następnego dnia po pracy postanowił znaleźć coś odpowiedniego.

Gdy tylko Jaejoong otworzył pudło i wyciągnął z niego swój prezent, Yunho wiedział, że trafił w dziesiątkę. Wielki oczy spojrzały na niego, a na ustach pojawił się szeroki uśmiech, który zaraz zniknął.

- Wiesz, naprawdę mi się podoba, jest słodki, ale nie za bardzo mogę trzymać u siebie zwierzęta

Jaejoong spojrzał zmartwiony na kota, którego położył sobie na kolanach, a potem przeniósł wzrok na Yunho. Zrobił dziwną minę i westchnął.

- Chyba będziesz musiał go oddać

Dodał, głaszcząc delikatnie miękkie futerko. Yunho kucnął przy jego nogach i podrapał zwierzaka za uchem.

- Możemy to rozwiązać inaczej, co powiesz na to, żeby on został tutaj?

- To jest on?

Zapytał Jaejoong, zupełnie ignorując dalszą część pytania.

- Tak Jae, to jest on. Więc jak? Tylko musisz spełnić jeden warunek.

- Jaki?

Jaejoong oderwał wzrok od kota i podniósł głowę, wpatrując się z oczekiwaniem w oczy swojego kochanka.

- Musiałbyś tu zostać razem z nim, w końcu to twój prezent

Yunho wzruszył ramionami jak gdyby nigdy nic i podparł się łokciem o sofę.

- Miałbym zostawić staruszkę samą?

Zapytał Jaejoong poważnie zmartwionym głosem i Yunho zaczął się zastanawiać, czy to jest rzeczywiście jedyna rzecz o jaką się martwi. Odchrząknął i wstał, kierując się powoli do kuchni.

- Myślę, że może znaleźć na twoje miejsce kogoś innego chyba, że wolisz bym ja to zrobił?

Zapytał, przeciągając się i zerkając przez ramię z niewinną miną.

- Mogę wziąć ze sobą choinkę?

- Jeszcze nie wyrzuciłeś tego straszydła?

Yunho spojrzał na niego zdziwiony i jednocześnie w szoku, że ta choinka tyle przetrwała. Osobiście nie chciałby jej nikomu pokazywać, ale Jaejoong uważał, że jest urocza. Sam nie wiedział co uroczego było, w czymś tak paskudnym. Wspominał mu przecież, że ma zero talentu do takich rzeczy. Nie skłamałby, gdyby powiedział, że ładniej wyglądałaby choinka obrzucona papierem toaletowym.

- To dzięki niej jesteśmy razem

Jaejoong naburmuszył się i zarumienił, tuląc do siebie kota, przy czym wyglądał niesamowicie uroczo.

- Nie. Jesteśmy razem tylko dlatego, że cię wtedy pocałowałem, bo powiedziałeś, że wcale nie jest brzydka.

- Bo nie jest!

Yunho skrzywił się udając, że przyjął do wiadomości i podszedł do chłopaka.

- Nie umiesz kłamać, ale to dobrze. Przynajmniej jak mnie zdradzisz, to będę wiedział, a po to brzydactwo pojedziemy jak tylko zdejmą ci gips.

Powiedział Yunho i pochylił się, składając na pełnych ustach namiętny pocałunek.

- Dopiero wtedy dowiesz się, jak to naprawdę jest być moim facetem

sobota, 27 listopada 2010

Magia Świąt

Podzielę się z Wami, moi drodzy, nieliczni czytelnicy, moim pierwszym w życiu one shotem. Nigdy nie brałam się za ich pisanie, bo przyznam szczerze, że mój styl pisania podpada pod "modę na sukces".
Nie wiem czy to magia jaką rozsiewa wokół siebie YooSu czy też nie, ale przedwczoraj przysiadłam się i napisałam to, co w głowie utworzyło mi się tuż przed snem dzień wcześniej.

~*~


Autor: Siruwia
Tytuł: Magia Świąt
Długość: One shot
Ograniczenia wiekowe: G (Dla wszystkich)
Pairing: Yoochun/Junsu (YooSu)


~*~


Junsu przewrócił oczami na zbliżającą się parę i westchnął niezadowolony.

- Co podać? – zapytał dla jasności, chociaż prawdę mówiąc już wbił zamówienie na kasę.

Był piątek wieczór, co oznaczało, że zaczynał się weekend. Czas kiedy kino było oblężone przez niekończącą się ilość „zakochanych” par. Prawdopodobnie chodzenie do kina było jedną z tych czynności, które są obowiązkiem gdy jest się w związku. Także obowiązkiem gdy się w nim nie jest, a chce się w nim być.

Kim Junsu był osobą, która codziennie wstawała z uśmiechem na ustach. W tygodniu studiował filmoznawstwo na Narodowym Uniwersytecie w Seulu, w którym zaczął naukę dopiero dwa miesiące temu. Pracę więc miał adekwatną, chociaż nie była to jego wymarzona posada. Niestety studia kosztowały, a on nie mógł się na nich utrzymać z samego stypendium.
Owszem mógł zdać się na rodziców, jednak nie był on jedynym dzieckiem. Postanowił więc odciążyć ojca i sam wypracować sobie przyszłość. Nie mógł w końcu całe życie polegać na rodzicach.
Dlatego co piątek od osiemnastej spędzał czas wdychając zapach popcornu i innych przekąsek oferowanych przez kino, w którym pracował. Od czegoś trzeba zacząć.
Gdyby miał powiedzieć, że jest nieszczęśliwy, skłamałby. Na studiach dawał z siebie wszystko otrzymując w zamian wyniki, z których był bardziej niż zadowolony, a praca w kinie nie była jakoś strasznie stresująca, traktował ją bardziej jak odskocznię od ciągłej nauki. Przynajmniej do czasu, w którym co tydzień na horyzoncie nie zaczął pojawiać się On.

On był chłopakiem o czarnych, gładkich włosach sięgających uszu, czarnych oczach, od których biło pewnością siebie i wydatnych ustach o kolorze wiśni. Nie bez powodu ściągał na siebie spojrzenia ludzi wokół, gdy szedł dostojnym krokiem w swoim eleganckim, grafitowym płaszczu i z szalikiem owiniętym wokół szyi, którego dwa końce zwisały swobodnie z obu stron. Rękę miał władczo owiniętą wokół talii jakiejś panny, która urodą mu dorównywała i trzeba było przyznać, że stanowili idealną „parę”.
Faktycznie byłoby to dobre stwierdzenie, gdyby nie fakt, że tą panną była co tydzień inna, równie piękna co poprzednia, dziewczyna.

W tym momencie cała radość, która biła od studenta gasła. Gdy tylko w zasięgu jego wzroku pojawiał się On, mimowolnie jego twarz wykrzywiało niezadowolenie. Koleś musiał być nieźle nadziany, bo kogo byłoby stać na zapraszanie co tydzień do kina innej laski? Poza tym sposób w jaki się ubierał i jak wyglądał, świadczył o tym, że stać go było na wiele więcej niż kino i popcorn raz w tygodniu.

Sam Junsu pochwalić się swoim stylem nie mógł, gdyż ubrany był w zwykły, biały t-shirt z nazwą kina, na biodrach miał przewiązany czarny fartuch, a na głowie głupią czapeczkę do kompletu. W zasadzie nie różniło się to aż tak bardzo od tego jak ubierał się na co dzień. No może trochę bardziej gustowny t-shirt zdecydowanie lepiej się na nim prezentował, a jego fryzura lepiej wyglądała zanim została przykryta czapką. Największą uwagę i tak wszyscy zwracali jednak na dolne partie jego ciała, a konkretniej na tyłek, który w każdych jeansach wyglądał co najmniej apetycznie.

Nie trudno było zauważyć, że był on ulubieńcem wśród dziewczyn, dziwnym jednak trafem, żadna nie chciała się z nim umawiać, co trochę go dobijało. Nie to, że przystojny nie był. Owszem był, ale jego uroda określana była ściśle jednym słowem - „słodki”. Do tej pory nie rozumiał więc dlaczego żadna z dziewczyn się nim nie zainteresuje, skoro wszystkie się nim zachwycają. Zapytał się więc o to koleżanki z pracy, gdy po raz kolejny został „odrzucony”. Odpowiedź jaką otrzymał wbiła go w ziemię i skłoniła do zmiany fryzury. Takim oto sposobem, jego krótkie, czarne włosy z grzywką na jedną stronę, można było podziwiać dopóki nie znikły pod kinową czapeczką.

Dlatego gotowało się w nim za każdym razem, gdy jego oczy wychwyciły sylwetkę tego, który bez żadnych problemów znajdował sobie co tydzień inną przedstawicielkę płci pięknej.

- Zestaw dla dwojga poproszę

Gdy do jego uszu dotarło potwierdzenie zamówienia, które wbił na kasę, sięgnął po odpowiedni kartonik, do którego zaczął wsypywać popcorn, zastanawiając się w między czasie czy aby mu jeszcze nie zbrzydł gdy je go tydzień w tydzień.
Stawiając wielki kubeł popcornu na ladę, miał zamiar wziąć się za nalewanie średniej coli gdy zauważył, że brakuje kubków. Schylił się więc po zapas, męcząc się z otwarciem folii i wciąż zastanawiając się jak to możliwe, że nie leci na niego żadna dziewczyna gdy z rozmyślań wyrwał go głęboki, niski głos.

- Nie przeszkadzaj sobie, podoba mi się ten prywatny seans

Junsu poderwał się tak szybko, że o mały włos nie uderzył głową w maszynę do popcornu i odwrócił się zszokowany w stronę lady. Zarejestrował Jego, samego, opartego łokciem o blat i przyglądającego mu się bez zażenowania.

- Słucham?

Wiedział, że zaczyna robić się czerwony, a przez ramię chłopaka widział kolejkę, która się za nim utworzyła.

- Wybacz, nie chciałem cię urazić, masz coś co niesamowicie przyciąga uwagę, powinieneś uznać to za komplement

On uśmiechnął się obserwując jak twarz Junsu robi się coraz ciemniejsza, a usta powoli otwierają się w zdziwieniu. Zanim jednak chłopak zdążył coś powiedzieć ten wszedł mu w słowo, gdy z tyłu dobiegło go narzekanie ludzi stojących w kolejce

- Myślę, że klienci za mną się niecierpliwią, chociaż uważam, że gdyby mieli okazję zobaczyć to samo co ja, nie narzekali by tak bardzo

Junsu miał okazję doświadczyć na własnej skórze dlaczego On nie ma problemu z poderwaniem żadnej panny jak tylko zobaczył jego uśmiech. Po jego ciele przeszedł dreszcz i zatrzymał się gdzieś w dolnych partiach.
Żeby ukryć swoje zażenowanie sytuacją i totalną pustkę w głowie, postawił szybko przed chłopakiem dwie cole i poprosił o należną kwotę.

- Reszty nie trzeba

On mrugnął do niego i zabierając zamówienie ruszył w stronę dziewczyny, która stała przy wejściu do sal kinowych. Zanim jeszcze znikli z pola widzenia, On odwrócił się, posyłając mu, Junsu mógłby przysiąc, lubieżny uśmiech.

Takim oto sposobem Kim Junsu odkrył dlaczego nie ma powodzenia u dziewczyn. Dziwnym cudem udało mu się nie zwariować gdy do końca dnia rozmyślał nad powodem, który przyciąga do niego facetów. Ok, może nie wszystkich, ale to, że On zwrócił na niego uwagę mając przy boku dziewczynę na widok, której ślini się pół kina, o czymś świadczy, prawda?

- Świadczy to tylko i wyłącznie o twojej głupocie

Burknął sam do siebie zamykając swoją szafkę i owinął się mocno szalikiem. Na zewnątrz było poniżej zera i zaczął sypać śnieg. Zanim wyszedł przez wielkie, szklane drzwi, oddał jeszcze dozorcy klucz i wzdrygnął się na samą myśl.
Gdy tylko uderzyło w niego mroźne powietrze wraz z nim oślepiło go światło lampek choinkowych, którymi było przystrojone wszystko wokół. Tak, zbliżały się święta.
Westchnął i założył rękawiczki, kierując się w stronę stacji metra. Nie zdążył jednak dojść do przejścia, gdy dobiegł go ten sam, głęboki głos.

- Może cię podwieźć?

Pytanie było proste i odpowiedź też, mogłoby się zdawać i Junsu nie miałby nic przeciwko, gdyby nie fakt, że osobą, która je zadała okazał się On.
Od razu poczuł jak palą go policzki, gdy przypomniał sobie co się zdarzyło kilka godzin wcześniej. Uznając, że nie ma potrzeby mu odpowiadać, odwrócił się i ponownie ruszył w kierunku stacji, mając cichą nadzieję, że On za nim nie pójdzie.
Jak zwykle jego nadzieja okazała się płonna gdy tylko usłyszał za sobą kroki. Przyspieszył więc, klnąc w duchu na śnieg, który zaczął padać jeszcze intensywniej. Ulica pokryta jego cienką warstwą zrobiła się śliska, o czym przekonał się kilka chwil później przechodząc przez przejście dla pieszych i zapewne gdyby nie On, zaliczyłby bolesny upadek.
Gdy poczuł już, że stoi stabilnie na ziemi i środek ulicy zamienił się w chodnik, odwrócił się twarzą w Jego stronę.

- Ok, czego chcesz?

Zapytał mocno marszcząc brwi i robiąc krok do tyłu, zwiększając tym samym dystans pomiędzy nimi.
On stał z rękami w kieszeniach i obszernym kapturze zarzuconym na głowę, chroniącym go od śniegu. Nos miał czerwony od zimna, a z ust wydobywała się para. Na ustach błąkał się ten irytujący uśmiech, który sprawiał, że Junsu czuł mrowienie w dolnych partiach swojego ciała. Cholera.

- Skoro pracujesz do późna, możesz być zmęczony, pomyślałem więc, że mógłbym odwieźć cię do domu

- Widzę, że myślenie nie jest twoją najlepszą stroną

Junsu prychnął pod nosem, a na Jego twarzy pojawił się wyraz niezrozumienia.

- Skąd pomysł, że wsiądę do samochodu z kolesiem, którego imienia nawet nie znam?

Zapytał, patrząc na chłopaka z politowaniem i już chciał się odwrócić gdy ten wyciągnął rękę.

- Park Yoochun, miło mi poznać

On, czyli Yoochun przedstawił się, dorzucając do tego jeden ze swoich najlepszych uśmiechów i nawet gdyby Junsu był w tym momencie przeciwny nowym znajomościom, jego ręka sama powędrowała do wyciągniętej dłoni, a usta wypowiedziały formułkę powitalną.

- Skoro formalności mamy już za sobą, to może jednak cię podwieźć?

- Wybacz, ale myślę, że to nie jest najlepszy pomysł. Nie wsiadam do samochodu z ludźmi, których poznałem pięć sekund temu

I znów nie dane mu było się odwrócić i odejść, bo do jego uszu dotarł delikatny śmiech. „Cholera, spóźnię się na pociąg”. Pomyślał Junsu i spojrzał zirytowany na Yoochuna, zastanawiając się czego on jeszcze od niego chce.

- Ależ znamy się dłużej niż pięć sekund. Czy przez ostatnie dwa miesiące nie widywaliśmy się co tydzień w kinie? Założę się, że znasz już na pamięć moje zamówienie

Junsu otworzył szeroko oczy, zachodząc w głowę, skąd ten koleś się urwał.

- Wybacz, ale nie oznacza to, że...

Znowu jego wypowiedź została przerwana przez Yoochuna.

- Przez dwa miesiące zastanawiałem się gdzie powinienem cię zaprosić. Gdy zobaczyłem cię po raz pierwszy, do głowy wpadło mi wesołe miasteczko...

Tak, Kim Junsu uwielbiał wesołe miasteczka. Najchętniej przejechałby się diabelskim młynem i zobaczył jak wygląda Seul nocą. Zwłaszcza teraz, w okresie świątecznym.

- ...ale później zobaczyłem cię w tej nowej fryzurze, w której swoją drogą jest ci bardzo do twarzy, i pomyślałem, że może bardziej odpowiedni byłby mecz piłki nożnej...

Tak, piłka nożna to było coś, bez czego nie mógł się obyć. Gdyby nie to, że nie mógł biegać z powodu kontuzji, której się nabawił w szkole średniej, zapewne teraz studiował by na jakimś kierunku związanym ze sportem.

- ...dzisiaj jednak gdy zobaczyłem jak się rumienisz, stwierdziłem, że po prostu cię o to zapytam, zanim jakaś panna zwinie mi cię sprzed nosa.

Yoochun skończył monolog, obserwując jak kolejne płatki śniegu lądują na włosach zdezorientowanego chłopaka, sprawiając, że z każdą chwilą stawały się coraz bardziej mokre.
Gdy Junsu w końcu zorientował się, że ten głęboki, wibrujący głos już nie dociera do jego uszu, postanowił zadać pytanie.

- Zdajesz sobie sprawę, że nie jestem gejem?

Sam nie wiedział jak przeszło mu przez gardło tak bezpośrednie pytanie. Może to z powodu temperatury i chęci jak najszybszego znalezienia się w domu z kubkiem gorącej czekolady w rękach.
Yoochun zrobił minę jakby dopiero teraz do niego dotarł fakt, że nawet o to nie zapytał.

- Tego jeszcze nie przemyślałem, ale uważam, że to nie ma znaczenia, bo to, że chcę cię podwieźć do domu do niczego cię nie zobowiązuje.

- To gdzie masz ten samochód?

Zapytał, nie chcąc już dłużej marznąć. Yoochun wskazał mu drogę i chwilę później obydwoje siedzieli w środku, przy włączonym ogrzewaniu. Junsu podał kierunek, w którym mają jechać i spojrzał na zegarek, było już po pierwszej w nocy. I nagle przyszła mu do głowy pewna myśl.

- Skąd wiedziałeś, o której kończę pracę?

Zapytał i poluźnił trochę szalik. Ten koleś był dziwny. Co tydzień miał nową laskę, a wykazał zainteresowanie nim. W dodatku stawiał wszystko na jedną kartę, bo nie wiedział czy jest gejem czy nie. Cóż, teraz już wiedział, a pomimo tego dalej zaoferował, że go podwiezie.
Junsu przyjrzał się jego profilowi. I znów powróciło to dziwne uczucie gdzieś tam w dole, które próbował zwalczyć, odwracając wzrok od chłopaka.

- Cóż, znamy się dwa miesiące, myślę, że powinienem wiedzieć, w jakich godzinach pracujesz.

Yoochun odpowiedział bez chwili wahania z lekkim uśmiechem na ustach, wciąż jednak skupiony na prowadzeniu pojazdu.

- Sprawdziłeś mnie!?

Junsu mógłby uważać się za odważnego chłopaka, jednak niespodziewany natłok informacji sprawił, że zaczął podejrzewać czy aby ten cały Park Yoochun, nie jest jakimś zboczeńcem czy innym kryminalistą.

- Spokojnie, nie zgwałcę cię i nie zabiję, jeśli o to ci chodzi. Po prostu dowiedziałem się paru rzeczy, które mnie interesowały. Kontakty, to wszystko

Yoochun wzruszył ramionami i posłał mu uspakajający uśmiech.

- To musiałeś też wiedzieć, że nie jestem gejem

- Nie do końca, w tej kwestii trzeba stawiać na własne możliwości

I Junsu byłby naprawdę głupi gdyby nie zauważył obietnicy zawartej w tym stwierdzeniu. Niestety był on inteligentny i subtelna aluzja trafiła do niego razem z tym samym lubieżnym uśmiechem, który widział kilka godzin wcześniej.
W tym momencie postawił swoją seksualność pod znakiem zapytania. Kolejny raz poczuł dreszcz przebiegający mu przez plecy i patrząc przez szybę pomyślał, że jednak te święta nie będą takie złe.

- Uważasz, że jesteś w stanie mnie zamienić w geja?

Zapytał i sam uśmiechnął się na brzmienie tego pytania.

- Nie wiem, ale twój tyłek był w stanie to zrobić ze mną.

Fala gorąca zaczęła wspinać mu się na policzki, gdy tylko te słowa wydobyły się z ust Yoochuna. Zapadł się bardziej w siedzeniu i podniósł kołnierz aby ukryć rumieniec.

- Chcę jechać do wesołego miasteczka

Powiedział jakby wbrew sobie i wydął usta, krzyżując ręce na piersi. Kątem oka dostrzegł tylko jak te wiśniowe wargi wykrzywiają się w uśmiechu.
Tak, to będą niezapomniane święta.

czwartek, 25 listopada 2010

IntoXIAHcated 9

- Hej, co z lunchem?

Yoochun podtrzymał słuchawkę ramieniem gdy w jednej ręce trzymając posiłek, drugą próbował otworzyć samochód. Dzień był upalny, a on stracił przed chwilą sporo czasu czekając na zamówione jedzenie, nie wspominając o tym, że miało być gotowe do odbioru.
Nie było, a co za tym idzie, wcale nie czuł się komfortowo obserwowany z każdej strony przez fanki.
Z jego brody spadła kropla potu i marzył o tym, by w końcu wsiąść do klimatyzowanego samochodu.

- Jak to się umówiłeś? Myślałem, że byłeś umówiony ze mną, mieliśmy zjeść razem...

Jęknął w słuchawkę z wyraźnie niezadowoloną miną. Niezadowolenie zaraz zastąpiła wściekłość gdy o jego uszy obiło się pytanie, które mniej więcej brzmiało tak: „Pamiętasz te dziewczyny, które wczoraj poznaliśmy?”
Doskonale wiedząc co zaraz usłyszy, rozłączył się i otwierając samochód wrzucił siatkę z jedzeniem na tylne siedzenie, a następnie mocno go zatrzasnął. Oparł się o dach i zacisnął dłonie w pięści. Miał ochotę coś rozwalić, ale nie mógł stracić na sobą kontroli. Zaciekawione spojrzenia fanek sprawiły, że nie miał wyboru jak udawać, że przytrzasnął sobie drzwiami palec.

Uśmiechnął się sprawiając, że połowa z nich mogłaby w tej jednej chwili paść z podekscytowania, po czym szybko wsiadł do środka, chowając się za ciemnymi szybami. Zacisnął palce na kierownicy i przeklął głośno, w duchu mając nadzieję, że jednak nie było go słychać na zewnątrz.

Jak to możliwe, że wystawił go dla tej „wczorajszej” laski?

Jego dobry humor właśnie nawiedziła chmura gradowa i bał się pomyśleć co zrobi jak spotkają się po południu. Mimo tego odetchnął głębiej, starając się uspokoić nerwy i odpalił silnik. Decydując się mimo wszystko na „odwołany” lunch, ruszył w stronę miejsca, w którym odbywała się sesja.


~*~


- Yoochun? Yoochun?

Junsu spojrzał na wyświetlacz, na którym widniał napis „połączenie zakończone”. Zmarszczył brwi i wzruszył ramionami.

- Stracił zasięg? Gdzie on się szlaja, że ma problemy z siecią?

Mruknął do siebie, nie zauważając, że towarzyszy mu Yunho.

- Kto ma problemy z siecią? – zapytał lider, popijając wodę z butelki.

- Yoochun, powiedziałem mu, że w porze lunchu jestem umówiony ale nie wiem czy dobrze mnie usłyszał, bo chwilę później przerwało połączenie

Powiedział zamyślony Junsu, ponownie wybierając numer, ale tym razem nikt nie odbierał.

- Z kim jesteś umówiony? – zapytał zaskoczony Yunho, pamiętając, że w Japonii nie mają zbyt wielu opcji do wyboru. Nie mówiąc już o tym, że przyjacielem nikogo nazwać nie mogli.

- Poznałem wczoraj całkiem miłą dziewczyną, fajnie się nam rozmawiało więc zaprosiłem ją na lunch

- I powiedziałeś mu o tym, że wystawiasz go dla niej?

- No tak, to chyba oczywiste – odparł Junsu – Poza tym wcale go nie wystawiam, chyba nic się nie stanie jeżeli raz nie zjemy razem. Jadamy ze sobą codziennie, to chyba nic złego, że korzystam z okazji do poznania kogoś? – spojrzał na lidera, szukając poparcia.

Yunho zaśmiał się pod nosem. Naprawdę czasami był pod wrażeniem niewinności Junsu. Zdawał sobie jednak sprawę, że to nie działa w ten sposób, przynajmniej nie ze strony Yoochuna.
Może i chłopak żadnych kroków na razie nie robił, ale znając jego naturę, nie uważał żeby było to coś, co przyjąłby na spokojnie. Nie mówiąc jednak na głos, że już jest pełen współczucia dla Junsu, postanowił zająć się sobą.

Xiah nie rezygnował jednak z prób nawiązania ponownego kontaktu z Yoochunem, jednak za każdym razem włączała się poczta głosowa. Zostawiając mu na wszelki wypadek wiadomość na poczcie, schował telefon do kieszeni.

W tym samym momencie do pomieszczenia wszedł nie kto inny jak Micky, niosąc coś co najwyraźniej miało być ich lunchem i uśmiechając się szeroko, machnął mu dłonią. Chwilę później znalazł się już koło niego.
Junsu spojrzał na niego z otwartymi ustami i zakłopotaniem wymalowanym na twarzy, zupełnie nie wiedząc jak powinien poinformować go o zmianie planów. Widocznie przerwało połączenie zanim zdążył mu powiedzieć o tym powiedzieć, a teraz stojąc tuż przed nim nie wydawało mu się to takie proste.

- Zgadnij co mam?

Nie zawracając sobie głowy wyraźnie zmieszaną miną Junsu, Yoochun starał się nie okazywać trudności w utrzymaniu uśmiechu.

- Yoochun-ah~

Zaczął Xiah jednak chłopak przerwał mu, rozpakowując jedzenie i podtykając mu pod nos smażonego kurczaka. Cholera, dlaczego akurat musiał kupić jego ulubione żarcie?
Junsu przełknął ślinę i poczuł się niezręcznie. Podrapał po karku i westchnął, decydując się na inne rozwiązanie.
Skoro nie potrafił go spławić, a może nie chciał? W końcu to kurczak!

- Yoochun-ah, pamiętasz te dziewczyny, które wczoraj poznaliśmy?

Zapytał nie odrywając wzroku od pachnącego kurczaka, którego Yoochun właśnie wykładał na środek.

- A co? Myślisz, że byłem na tyle pijany, żeby o nich zapomnieć? – zapytał z przekąsem i skrzywił się nieznacznie. Wolałby nie pamiętać.

- Bo widzisz, zaprosiłem jedną z nich na lunch, myślę, że nie będzie problemu jak do nas dołączy?

Zapytał mimo wszystko, doskonale jednak znając odpowiedź i usiadł, łapiąc w dłoń pałeczki. Gdy chciał już złapać nimi kawałek kurczaka, talerz niespodziewanie zniknął mu z pola widzenia.
Podniósł głowę, rejestrując Yoochuna trzymającego naczynie wysoko, poza zasięgiem jego ręki.

- Co? – zapytał Xiah zbity z tropu, patrząc prosto w zmrużone oczy chłopaka.

- To o tym chciałeś mi powiedzieć przez telefon?

Zapytał Micky doskonale kryjąc to, że o wszystkim wie. Wiedział też, że Junsu nie potrafi kłamać, a nawet jeśli potrafił, to on był w stanie wywęszyć to kłamstwo natychmiast. Przynajmniej do tej pory zawsze mu się to udawało.
Tym razem jednak zdawał sobie doskonale sprawę z tego jaka jest sytuacja i chciał sprawdzić, czy chłopak powie mu prawdę.
W końcu są przyjaciółmi, a przynajmniej tak myśli Junsu.

- No nie do końca – Xiah momentalnie uciekł wzrokiem i opuścił rękę, w której trzymał pałeczki – Tak naprawdę to...

Wypowiedź Junsu została jednak przerwana przez kogoś, kto wypowiedział jego imię. Podążając za wzrokiem Yoochuna, natrafił na sylwetkę dziewczyny, którą poznał wczorajszego wieczora. O wilku mowa.
Dzisiaj wprawdzie ubrana była zupełnie inaczej, ale także robiła nie małe wrażenie. Delikatny makijaż dodawał jej uroku i uśmiechała się w ten irytujący sposób. Przynajmniej według Yoochuna, który przewrócił oczami i położył talerz na stół.

Junsu automatycznie wstał i przywitał się, co było dosyć zabawnym widokiem gdyż zdecydowanie nie wiedział w jaki sposób powinien to zrobić. Podprowadził ją do stołu, upewniając się, że pamięta Yoochuna.

- Widzę, że także nie spodziewałaś się dodatkowego towarzystwa? – rzucił kąśliwie Yoochun, jednak nie na tyle aby dziewczyna poczuła się urażona i zaatakowana.

Junsu jednak wyczuł ukrytą w tym pytaniu złośliwość i spojrzał w oczy chłopaka, które utkwione były w jego osobie. Coś mu wyraźnie nie pasowało, ale nie chciał tego roztrząsać przy obcej osobie.
Zignorował więc natarczywe spojrzenie i skupił się na rozmowie z dziewczyną.

Gdy po kilku minutach rozmowy odnotował nieobecność Yoochuna przy stole, poczuł się sobą dziwnie rozczarowany. I był prawie pewien, że Mickiego również rozczarował. Rozejrzał się dookoła, próbując odnaleźć chłopaka wzrokiem i zapominając zupełnie o towarzyszącej mu „randce”.
Sama „randka” jednak nie dała o sobie zapomnieć zwracając uwagę, trochę zdezorientowanego Junsu, na siebie. Rozmowa jednak nie kleiła się już tak jak wcześniej, a w zachowaniu chłopaka można było wyczuć pośpiech.
Junsu spojrzał na zegarek i pożegnał się z dziewczyną, wykręcając się powrotem do pracy.
Gdy tylko jej sylwetka znikła za drzwiami studia, odwrócił się rozglądając za Yoochunem i ruszył w stronę garderoby, nie zapominając o talerzu z kurczakiem, który chwycił po drodze.

- Yah! – krzyknął gdy tylko zobaczył chłopaka leżącego na jednej z sof, skupionego na jakiejś grze

Micky spojrzał na niego przelotnie i powrócił wzrokiem do ekranu, zupełnie ignorując jego obecność.
Junsu podszedł do niego i zabrał mu z rąk grę, zwracając na siebie uwagę.

- Co robisz!? Prawie pobiłem rekord! – jęknął chłopak, wbijając oskarżycielski wzrok w stojącego przed nim Junsu.

Ten tylko rzucił urządzenie gdzieś na drugi koniec sofy i usiadł obok Mickiego, blokując mu do niego dostęp. Wcisnął mu w ręce talerz z kurczakiem

- Twój lunch – burknął wyraźnie zły.

Wiedział, że nie powinien być na niego zły, ale nic na to nie mógł poradzić. Jeżeli Yoochun nie chciał jeść z nimi to mógł mu to powiedzieć wcześniej, a nie znikać gdy tylko Junsu odwrócił od niego wzrok.

- I o co się wściekasz? – zapytał zaskoczony Micky. Prędzej umrze niż zrozumie zachowanie tego chłopaka. Zachowywał się jak kobieta podczas miesiączki. Dosłownie.

- Mogłeś łaskawie poinformować mnie, że nie zamierzasz jeść z nami lunchu, a nie korzystać z chwili nieuwagi i się ewakuować – syknął

Yoochun na chwilę znieruchomiał i ostatkiem siły woli powstrzymał się od wybuchnięcia.

- A ty mogłeś nie umawiać się z jakąś laską na lunch, kiedy miałeś już plany

- Wiedziałeś? – Junsu poderwał się z sofy i skierował palec w stronę przyjaciela – Dlaczego udawałeś, że nie wiesz?

- Chciałem zobaczyć jaką wymówką mnie spławisz, nie spodziewałem się, że zostanę zaproszony na tą, pożal się boże, randkę – Micky wstał i stanął przed chłopakiem, patrząc mu prosto w oczy i obserwując reakcję chłopaka na jego ostatnie słowa.

Wiedział, że jeżeli chodzi o stosunki z dziewczynami, to Junsu jest wrażliwy na tym punkcie. Nie mógł się jednak powstrzymać od złośliwości, ani przyznać się do tego, że jest zazdrosny.

- Jesteś po prostu zazdrosny! – wyartykułował w końcu, gdy pierwsza fala zawstydzenia przeszła. Yoochun na chwilę się spiął gdy w jego głowie zaświtała myśl o tym, że Junsu może wiedzieć. Jednak kolejne słowa wywołały na jego twarzy uśmiech, który próbował ukryć – Jesteś zazdrosny o to, że mi się układa z dziewczynami, a ty wczoraj nawet nie potrafiłeś poderwać jej koleżanki!

Xiah wyprostował się, dumny ze swojej dedukcji, a na jego twarzy zagościł uśmiech. Micky nie mógł już dłużej powstrzymywać się od śmiechu i chwilę później zwijał się na sofie, sprawiając, że Junsu stał zdezorientowany wpatrując się w niego z szeroko otwartymi oczami.

- Tak masz rację, jestem zazdrosny – powiedział Yoochun gdy tylko złapał oddech - „O ciebie” – dodał w myślach – Możemy już o tym nie rozmawiać?

- Wiesz co? – Micky spojrzał w górę na Junsu, czekając na dalszy ciąg wypowiedzi. Kiedy on myślał, nic dobrego z tego nie wychodziło – Powinieneś sobie znaleźć dziewczynę! – Yoochun chciał już zaprotestować, gdy Xiah znów zwalił się obok niego na kanapie i zaproponował coś na co on nigdy się nie zgodzi – Chodźmy na podwójną randkę!

Micky wiedział, że to jest ostatnia rzecz jaką miałby w życiu zrobić razem z Junsu, dlatego po swojej odpowiedzi wydedukował, że jego życie zbliża się ku końcowi.

- Ok.

To wszystko przez to cholerne spojrzenie.


~*~

Tak, nareszcie jest coś nowego, prawdę mówiąc miałam już gotowy ten rozdział gdy wrzuciłam tutaj 8, ale nie był on jeszcze skończony i jak dzisiaj przysiadłam to dopisałam ze dwie strony jeszcze...No ale cieszmy się tym co mamy. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Dzisiaj doszłam do wniosku, że nie planuję zrobić z tego opowiadania mody na sukces (czyt. jak z SasuNaru), dlatego jako, że ten blog jest poświęcony głównie parze YooSu, poboczne pairingi nie będą jakoś szczegółowo przedstawione, a mogą nawet zostać przyspieszone, bo mam nadzieję, że ten ff nie przekroczy 20 rozdziałów.

poniedziałek, 1 listopada 2010

IntoXIAHcated 8

- Yah! Jak długo jeszcze zamierzasz się wylegiwać?

Poirytowany Jaejoong, nie zawracając sobie głowy pukaniem, wparował do pokoju, w którym na jednym z trzech łóżek spał Changmin. Nie zatrzymując się, podszedł do okna i wpuścił do środka rażące promienie słoneczne.
Chłopak z niewyraźnym jękiem przewrócił się na drugi bok tak, że teraz leżał tyłem do okna, zupełnie ignorując wpadające do pokoju światło.

- Mówię do ciebie!

Podszedł do łóżka próbując ściągnąć pierzynę, pod którą ukrył się młodszy chłopak. Nie poszło to jednak zgodnie z jego planem, gdyż ostatnio Changmin zrobił się silniejszy i właśnie udowodnił mu to po raz kolejny, wczepiając się mocno w kołdrę, uniemożliwiając Jaejoongowi jej zabranie.

- Hyung~ Wody...

Wymamrotał jedynie Changmin głosem, którego drugi chłopak by nie rozpoznał gdyby nie patrzył teraz na niego. Prychnął pod nosem i skierował się do kuchni, by po chwili wrócić ze szklanką zimnej wody, która miała ugasić pragnienie skacowanego członka zespołu.

Podszedł do łóżka obserwując sylwetkę, której klatka piersiowa spokojnie unosiła się i opadała informując, że chłopak ponownie zapadł w sen. Nie tracąc ani chwili dłużej, Jaejoong uśmiechnął się pod nosem, z pełną premedytacją przechylając szklankę i całą jej zawartość wylewając na Changmina, którego reakcja była bezcenna.

Podniósł się szybko z zaciśniętymi mocno oczami i łapał powietrze jakby co najmniej miał się utopić. Przetarł rękawem twarz i spojrzał na starszego chłopaka z furią w oczach.

- Hyung!

Krzyknął chcąc jak najszybciej otrzymać wyjaśnienia. Z włosów powoli skapywały kropelki wody, a czerwone oczy dopełniały groźną aurę, która na Jaejoongu nie robiła większego wrażenia.

- Co ty sobie wyobrażasz? Najpierw się schlejesz, a potem jeszcze oczekujesz aby wszyscy ci usługiwali?

Prychnął kpiąco starszy chłopak, odstawiając z impetem pustą szklankę na półkę, która była pod ręką i krzyżując ręce na piersi spojrzał zaciekle w tęczówki wpatrujące się w niego z niedowierzaniem

- Co cię napadło? Wyluzuj, trzeba było po prostu powiedzieć, że sam mam iść sobie po wodę

Changmin wzruszył ramionami, wściekle odrzucając pościel i wstając z łóżka, chciał pójść do łazienki. Niestety aby tam dotrzeć musiał najpierw pozbyć się przeszkody w postaci Jaejoonga torującego przejście. Spojrzał na niego wymownie, na co ten odpowiedział tylko jeszcze bardziej zaciętą miną.

- Jeszcze nie skończyłem – powiedział jak do dziecka, na co Changmin przyjął taką samą postawę jak on – Nie wiem co ty sobie wyobrażasz, ale był to twój pierwszy i ostatni raz. Jeżeli wywiniesz coś takiego po raz kolejny, uwierz, że zostawię cię samemu sobie

Wyrzucił z siebie niskim głosem i nie spuszczając chłopaka z oczu. Ten tylko westchnął w wyrazie niezadowolenia.

- Nie żeby tobie nigdy się to nie zdarzyło

Rzucił z sarkazmem i spróbował wyminąć chłopaka, co prawie mu się udało, kiedy w ostatnim momencie zatrzymała go silna dłoń.

- Myślę, że należą mi się przeprosiny i podziękowania

Powiedział oschle Jaejoong, doskonale jednak zdając sobie sprawę, że to dla Changmina dosyć ciężkie zdanie, by zrobić to za jednym razem i był świadom, że od razu ich nie otrzyma. Chłopak był uparty i musiał najpierw przełknąć swoją dumę.
Jaejoong nie widział większego sensu w użeraniu się z tym problemem, gdyż zawsze kończyło się tak samo i wciąż nie mógł zrozumieć, dlaczego Changmin woli się z tym męczyć niż mieć to od razu z głowy.
Puścił jego ramię i zabierając szklankę z półki, skierował się w stronę kuchni.

- Za co mam cię przepraszać? Niby czyja to wina, że się spiłem, gdybyś nie zostawił mnie samego przy stoliku...

- Skończ z tym Changmin – Jaejoong momentalnie się zatrzymał i odwrócił w stronę chłopaka – Ile ty masz lat? Pięć? Nie potrafisz sam o siebie zadbać nie dorzucając problemów innym?

- Wiesz co? Wal się, jesteś dupkiem, który myśli tylko o sobie i o tym jak się znaleźć w centrum zainteresowania. Skoro sprawiłem ci taki wielki problem, to trzeba było mnie tam zostawić. Byłbym bardziej wdzięczny budząc się z daleka od ciebie!

Changmin wypadł z pokoju, tak głośno trzaskając drzwiami od łazienki, że z kuchni wychyliła się zaciekawiona głowa Yoochuna.
Jaejoong westchnął i wchodząc do kuchni, odstawił szklankę do zlewu. Nie potrafił ostatnio zrozumieć zachowania Changmina. Zrobił się kapryśny i zaczął obrażać się o błahostki. Może łatwiej byłby mu to pojąć, gdyby zachowywał się tak także w stosunku do innych członków zespołu, ale takie sytuacje były związane tylko z nim.
Ostatnio także przeanalizował dokładnie ich interakcje, by znaleźć powód takiego zachowania. Zastanawiał się czy nie zrobił czegoś, co mogło pogorszyć ich stosunki i czy to przypadkiem on nie ponosi winy za jego zachowanie. Oczywiście, że Changmin był trudną osobą, ale tak radykalna zmiana w zachowaniu była niepokojąca.

- Nie rozumiem go

Westchnął i usiadł naprzeciwko Yoochuna, który czytał poranną prasę. Podniósł na niego oczy znad gazety, spoglądając na zmarszczone brwi i niezadowolony wyraz twarzy. Tak jak znał członków własnego zespołu, tak skrzywił się gdy po przeanalizowaniu, przywiodło mu to na myśl kłótnię kochanków. Chwilę potem parsknął śmiechem, podsumowując w myślach, ze robi się coraz bardziej interesująco i jeżeli tak dalej pójdzie to Yunho zostanie jedynym członkiem, który przekaże swój talent swoim potomkom.
Szybko jednak zreflektował, kiedy przypomniał mu się poprzedni wieczór w towarzystwie Junsu, zadowolonego z towarzystwa dziewczyn. Mina mu zrzedła i Jaejoong, który na niego patrzał, zastanawiał się, co takiego zjadł na śniadanie, bo takich efektów ubocznych nie da się zlekceważyć.

- Czuję zazdrość

Wyjawił swoją konkluzję Yoochun, otrzymując od pełne politowania spojrzenie wielkich oczu. Jaejoong spuścił głowę na kolejną mądrość swojego przyjaciela. Chociaż cenił jego rady, czasami wolał po prostu je zignorować i nie widząc związku z całą ta sytuacją, zmienił temat.

- Junsu i Yunho już wyszli?

- Tak, dzisiaj zaczynają szybciej, mają jakąś sesję. Ale nie zmieniaj tematu, wiesz o czym mówię

Yoochun nie dał się zbić z tropu, dalej ciągnąc temat Changmina.

- Nie wiem i nie chcę wiedzieć, twoje wnioski są bezpodstawne i niedorzeczne

Burknął, wyraźnie chcąc zakończyć konwersację na tym poziomie, ale Micky był zdecydowanie innego zdania, niestety przeszkodził mu czas.

- Muszę spadać, zobaczymy się później

Powiedział Jaejoong spoglądając na zegarek i zabierając swoja torbę, zniknął z pola widzenia zanim Yoochun zdążył zareagować. Gdy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi wyjściowych, w kuchni pojawił się Changmin, który od razu obrał sobie za cel lodówkę.

- Hej Min, jak tam głowa? Kacyk?

Zapytał z wrednym uśmiechem przyglądając się jak chłopak opróżnia butelkę wody. Ten natomiast zachwycił go spojrzeniem tylko na chwilę ponownie nurkując w lodówce.

- Żadnych podziękowań? W końcu gdyby nie my, to pewnie pojawił byś się w dzisiejszej gazecie

Micky zarzucił nogę na nogę, tak jakby to on wczorajszego wieczora prowadził samochód i nie tknął alkoholu.

- Wybacz, ale nie potrafię wyobrazić sobie akurat ciebie w roli wybawiciela

Changmin mruknął ewidentnie nie w humorze i ostatecznie wyciągnął z lodówki mleko i sięgnął po płatki. To co powiedział Yoochun, gdy zalewał płatki mlekiem sprawiło, że o mały włos, a upuścił by karton na podłogę.
Spojrzał na niego wielkimi oczami, odstawiając mleko na bezpieczną odległość i opierając się o stół.

- Mówię tylko, że gdyby nie moja ingerencja to Jaejoong dowiedziałby się o twoim małym sekrecie

Yoochun definitywnie mógł uznać ten poranek za początek dobrze rozpoczętego dnia. Taka rozrywka nie często mu się zdarzała, a teraz nawet miał przyjemność oglądania jej z pierwszego rzędu.

- Jakim sekrecie?

Zapytał nerwowo Changmin, odwracając się i sięgając po ścierkę do naczyń, bo rozlania jednak nie udało mu się uniknąć.

- Czy naprawdę muszę to powiedzieć głośno? – zapytał z uśmiechem pełnym satysfakcji – Chodzi mi o twoje głębooooko skrywane...

- Dobra, nie kończ! Skąd....Jak długo wiesz?

Jeżeli do tej pory sam nie był do końca pewien, to właśnie w tym momencie przyjął to do wiadomości. Jakby usłyszenie z boku tego, do czego sam nie potrafił się przyznać, zawyrokowało o jego uczuciach.

- Powiedzmy, że od dzisiaj, a skąd pytasz? Właśnie mi powiedziałeś...może nie dosłownie, ale potwierdzenie moich przypuszczeń zdecydowanie mi wystarczy, a teraz wybacz, ale praca wzywa i tobie też już dużo czasu nie pozostało

Micky zeskoczył z krzesła pogwizdując pod nosem i minął osłupiałego Changmina.

- Yah! Yah! Wracaj tu! Podpuściłeś mnie! Yah!

Yoochun kompletnie ignorując krzyki najmłodszego członka zespołu, opuścił mieszkanie z uśmiechem na ustach.


~*~

No i po długiej nieobecności w końcu coś nowego. Może i nie najwyższych lotów ale powoli idzie do przodu. Junsu dzisiaj brak....sama jestem tym zdziwiona. No ale fanów pary JaeMin na pewno ten rozdział zadowoli.
W następnym rozdziale postaram się o większy udział tytułowego bohatera :)

środa, 22 września 2010

IntoXIAHcated 7

- Junsu-ah!

Odpowiedziała mu cisza. Spojrzał przez ramię, nasłuchując ewentualnego odgłosu kroków. Zawiązał drugiego buta i przejrzał się jeszcze raz w lustrze.

- Junsu-ah!

Zawołał ponownie i gdy po raz kolejny nie uzyskał odpowiedzi, ruszył w stronę zamkniętych drzwi od pokoju. Zapukał i nie czekając na pozwolenie, nacisnął klamkę wchodząc do środka.
Na zaścielonym łóżku, tyłem do drzwi leżał Junsu.

- Wołam cię, a ty nic

Pełen pretensji głos można było teraz usłyszeć tuż nad postacią chłopaka, który pomimo słów, nie zareagował. Yoochun nachylił się, odnotowując u niego zamknięte oczy i słuchawki w uszach. Jego mina wyrażała ogromne zdziwienie, bo od pięciu lat, które spędzili mieszkając pod jednym dachem, nie zdarzyło się, by Junsu uciął sobie drzemkę w domu, w dodatku w ciągu dnia.
Junsu był jedną z tych osób, które mają aż za dużo energii i niemożliwym wręcz było, aby ta energia pozwalała mu spokojnie zasnąć w porze lunchu.
Zdarzało się jednak zdrzemnąć podczas pracy, kiedy zgodnie z grafikiem musieli spędzić do kilku dni kręcąc nowy klip, bądź robiąc zdjęcia do magazynu.

Teraz jednak coś było zdecydowanie nie tak. Od przyjazdu do Japonii minął tydzień i w ciągu tego tygodnia Junsu wydawał się zupełnie nie być sobą. Rzucało to się w oczy podczas ich wizyt w programach telewizyjnych i radiowych.
Może i zmiana nie była drastyczna dla zwykłego widza, nawet fana, ale dla reszty zespołu na pewno nie była czymś, co można było zignorować. Jakby cała energia została w Korei, a tutaj przyjechała tylko powłoka. Odpowiadał zdawkowo na pytania zadawane przez prezenterów, nawet ilość jego żartów znacznie się ograniczyła.

Yoochun pochylił się nad chłopakiem, wyciągając mu z ucha słuchawkę i delikatnie nim potrząsając, wybudził go ze snu.
Junsu przetarł oczy, marszcząc zabawnie nos, na co Yoochun zareagował cichym śmiechem.
Gdy Xiah odnotował obecność za swoimi plecami, podniósł głowę i jęknął niezadowolony, poprawiając sobie poduszkę.

- Junsu-ah! Wychodzimy

Powiedział stanowczo Yoochun, wyrywając jaśka spod głowy chłopaka, za co został obdarowany morderczym spojrzeniem. Uśmiechnął się w odpowiedzi jeszcze szerzej i trącił go butem w udo.

- Nie przypominam sobie żebyśmy mieli jakieś plany, daj mi spokój i idź precz

Burknął zdenerwowany i znów odwrócił się tyłem, dając jasno do zrozumienia, że nie ma zamiaru wstawać.

- Nie wiem co z tobą

Yoochun jakby chcąc wyrazić swoją złość, rzucił trzymanym jaśkiem prosto w głowę Junsu. Ofiara natychmiast się podniosła, patrząc na chłopaka z nienawiścią, która przez zmęczenie nie wydawała się wcale groźna.

- Wszyscy wyszli, tylko my gnijemy w domu - poskarżył się z niezadowoloną miną - Mamy dzień wolny, chłopaki poszli się napić, a ty spisz!

- I mógłbym to robić dalej, gdybyś i ty wyszedł z nimi!

Junsu wstał z łóżka i zaczął powoli kierować Yoochuna w stronę drzwi, by ostatecznie wyrzucić go z pokoju. Nie zdążył jednak ich zamknąć, gdyż uniemożliwiła mu to noga natręta.

- Junsu! Nie zachowuj się jak....dziecko!

Wykrztusił, z trudem nie dając się wypchnąć z pokoju. Spojrzał zdeterminowanym wzrokiem na chłopaka i wsunął szybko rękę pomiędzy drzwi a futrynę, łapiąc go za koszulkę.

- Puszczaj!

Zaskrzeczał Xiah i złapał za zaciśniętą dłoń na jego bluzce, tym samym odrywając swoją uwagę od drzwi, które Yoochun teraz z łatwością otworzył.

- Co się z tobą dzieje? Weź się w garść, cały tydzień chodzisz jak struty!

Wyrzucił mu prosto w twarz, nie wykazując chęci puszczenia go. Junsu odwrócił wzrok w bok i nic nie odpowiedział. Strzepnął jego dłoń i poprawił ubranie.

- Dobra, wyjdę z tobą jak tak bardzo ci na tym zależy - burknął dla świętego spokoju.

- Nie zależy mi na tym, chcę tylko żebyś znów był sobą - odparł Yoochun i skrzyżował ręce na piersi, spoglądając na niego z uwagą - Wcale nie jest fajnie kiedy zachowujesz się jakbyś popadł w depresję - Yoochun wydął zabawnie wargi

- Czy ty musisz się wszystkiego czepiać, mam po prostu fatalny okres, ok?

- Tak muszę, czuję, że mam z tym coś wspólnego - powiedział stanowczo - Chodzi o tę laskę, prawda? Cały czas o niej myślisz - mimo woli wbił w niego wzrok pełen pretensji.

Po twarzy Junsu przebiegł bliżej nieokreślony grymas. Cofnął się z powrotem do łóżka, usiadł na brzegu i podciągając jedną nogę do góry, starał się nie patrzeć na Yoochuna. Czuł się fatalnie od momentu tej całej afery, za którą podświadomie winił właśnie chłopaka stojącego przed nim. O "lasce" już dawno zapomniał, ale nie zapomniał sposobu zerwania z nią.
Przez telefon. To mówiło samo przez się i jego duma zdecydowanie na tym ucierpiała, codziennie przypominając mu jakim jest tchórzem.

- Nawet jeśli...to przecież nie była twoja wina, nie miałeś wyboru

Junsu usłyszał głos nad głową i poczuł dłoń na ramieniu. Zaskoczony spojrzał w górę, a na jego twarzy wyraźnie malowała się prośba wyjaśnienia.

- Mówiłeś na głos - wyjaśnił Yoochun, usiadł obok chłopaka i przełożył rękę przez jego ramię - A teraz zapomnij o tym i chodź się napić

Micky uśmiechnął się szeroko, rejestrując zirytowany wyraz twarzy kolegi. Junsu wywinął się spod jego ręki i wstał

- Ja nie piję i dobrze o tym wiesz - burknął, wciąż nieprzekonany

- JA stawiam, w końcu to MOJA wina - wyraźnie zaakcentował słowa, przyciągając uwagę młodszego chłopaka.

- Dobra - powiedział z podejrzanym spokojem - Skoro stawiasz, to idziemy coś zjeść

Zawyrokował Junsu, ściągając koszulkę i przeglądając garderobę. Yoochun mimowolnie powędrował wzrokiem za chłopakiem i przyglądając mu się uważnie, odchylił się do tyłu, podpierając się rękami. Wypuścił z żalem powietrze gdy nagie ciało zniknęło pod materiałem. Junsu spojrzał przez ramię, rzucając Yoochunowi zdezorientowane spojrzenie, przed którym starszy chłopak uciekł, spoglądając w okno.

- Hitsumabushi?

Zapytał Yoochun i zarejestrował szeroki uśmiech na twarzy Junsu. Uśmiechnął się mimowolnie i rzucił chłopakowi marynarkę. Łapiąc po drodze klucze, zgasił światło i wyszedł z mieszkania, doganiając chłopaka.


~*~


- Changmin?

Jaejoong z niepokojem spojrzał na najmłodszego członka zespołu. Pamiętał, że gdy odchodził od stolika, wszystko było w jak najlepszym porządku i na pewno nie spodziewał się takiego widoku po powrocie. Rozejrzał się uważnie dookoła, szukając wzrokiem Yunho, który powinien siedzieć z Changminem.
Może faktycznie powinien przemyśleć lepiej propozycję grupki fanów, którzy zaprosili ich do stolika i na którą tylko on przystał, zostawiając pozostałych członków zespołu samych. Teraz wpatrywał się w głowę Changmina, która leżała bezwładnie na stole w towarzystwie kilku butelek sake i zastanawiał się, czy w ciągu godziny możliwe jest wypicie takiej ilości. Wszystko wskazywało na to, że taka możliwość istnieje jednak jej skutki nie były przyjemne. Przynajmniej nie miały być przyjemne następnego dnia i już teraz współczuł chłopakowi.

Potrząsnął jego ramieniem, co sprawiło, że chłopak zaczął się powoli zsuwać ze stolika, kompletnie nieprzytomny. Jaejoong westchnął zrezygnowany i złapał go pod ramiona, poprawiając i wciąż go trzymając, usiadł obok. Rozejrzał się jeszcze raz i gdy po dziesięciu minutach Yunho nie wrócił, postanowił zadzwonić do lidera.

- Gdzie jesteś?

Zapytał umęczonym głosem z trudem podtrzymując Changmina jedną ręką. Jęk niezadowolenia wydobył się z jego ust gdy dowiedział się, że Yunho jakieś pół godziny temu zmył się do domu.

- Zostawiłeś go samego w takim stanie, nie fatygując się nawet przyjść po mnie? Co z ciebie za człowiek

Naskoczył na niego, przewracając jedną z butelek, które praktycznie nie mieściły się już na stole. Chłopak po drugiej stronie, poinformował go niewinnym głosem o tym, że gdy wychodził, Changmin był w stanie trzeźwości umysłowej, zapewniając go, że dołączy do Jaejoonga, więc nie ma czym się martwić i może spokojnie pojechać do domu. Jaejoong nie miał wyboru jak uwierzyć mu na słowo i rozłączył się, zastanawiając się co zrobić z kompletnie pijanym chłopakiem.
Nie mógł przecież robić scen, a Changmin był zdecydowanie za ciężkim i za dużym osobnikiem aby mógł sobie z nim sam poradzić. Postanowił zadzwonić po pomoc, bo sam też już wypił za dużo, by prowadzić samochód. Wykręcił więc numer do Junsu i zdziwił się gdy usłyszał głos Yoochuna. Zignorował to jednak na ten moment, uzgadniając z chłopakiem, że podjadą po nich za pół godziny.

Pół godziny okazało się wiecznością, ale w końcu samochód, który miał ich odebrać zatrzymał się przed barem i chwilę później, przy pomocy Junsu, Changmin wylądował na tylnym siedzeniu.

- Dzięki chłopaki - westchnął umęczony Jaejoong

- Nie ma sprawy, co się z nim stało? - zapytał Yoochun z lekkimi wypiekami, które zawsze mu się pojawiały po alkoholu

- A bo ja wiem. Poszedłem, wróciłem po godzinie i tyle - chłopak wzruszył rękami, układając Changmina tak, by sam mógł wsiąść do samochodu - To Changmin - wywnioskował, wsiadając do tyłu i zamykając drzwi - A wy co? - spojrzał na chłopaków uważnym wzrokiem i złapał najmłodszego członka zespołu, zanim spadł do przodu gdy samochód ruszył.

- To samo co wy

Odpowiedział wymijająco Yoochun, co nie było do końca prawdą. Gdy Junsu zgodził się w końcu wyjść, to miał nadzieję, że spędzą miły wieczór w swoim towarzystwie i porozmawiają swobodnie. Jego nadzieje zniknęły w chwili gdy do stolika dosiadły się dwie urocze Japonki, którymi nie był w najmniejszym stopniu zainteresowany. Nie można było tego samego powiedzieć o Junsu, który trochę wstydliwie, ale jednak flirtował z jedną z nich. Jemu nie pozostało nic innego jak uśmiechać się przy mało śmiesznych żartach i pić drinka za drinkiem, topiąc swoje smutki.
Yoochun spojrzał ukradkiem na wesoły uśmiech na jego twarzy i przygryzł wargę. Świetnie, po prostu świetnie. W duchu dziękował Jaejoongowi za telefon, który skończył tą całą farsę i uwolnił ich od całej tej nieprzyjemnej sytuacji, oczywiście tylko i wyłącznie w odczuciu Yoochuna. Junsu był na tyle zajęty, by nie zauważyć swojego dzwoniącego telefonu.

- Dzięki Jae - uśmiechnął się zrezygnowany, wywołując zdezorientowanie na twarzy kolegi.

- Nie ma za co? - odpowiedział, chociaż nie miał najmniejszego pojęcia o co mogło chodzić.


~*~

Długi okres minął od ostatniego posta, ale przyznam szczerze, że dużo trudniej jest mi pisać to fan fiction. Może trochę dlatego, że skoro opieram się na prawdziwych osobach nie chcę napisać czegoś, co nie zgadza się z wizerunkiem, który sobą przedstawiają. Chyba po prostu muszę do tego przywyknąć, więc mam nadzieję, że nie zniechęcicie się gdy pisanie rozdziałów zajmie mi trochę więcej czasu. Po prostu muszę się trochę odnaleźć w charakterach.
Daimon - informacji jest pełno i nie chodzi mi o fora fanowskie. Raczej postrzeganie agencji przez różne strony z informacjami o show biznesie koreańskim dają pełen obraz. Oczywiście nie dowiem się wszystkiego, ale postępowanie takich agencji jest raczej negatywnie oceniane i dużo celebrytów skarży się na warunku w jakich muszą pracować. Kokosów tez nie zarabiają, czyli w wielu wypadkach jest to po prostu wyzysk, dopóki taki celebryt nie upomni się o swoje, co może potrwać kilka lat :)
j-klaudia - co do "pikantnych scen ze szczegółami"...nie jestem pewna czy będą tak szczegółowe jak byś oczekiwała, a na pewno nie aż tak jak w SasuNaru. Trudno mi to sobie wyobrazić więc z pewnością większe problemy sprawi mi napisanie takiej sceny. Dlatego z góry uprzedzam, że możesz się zawieść w tej kwestii.
Choose_ah - jak widać po adresie i samym tytule opowiadania, zdecydowanie skłaniam się ku YooSu i jak wiesz już, odwiedziłam Twojego bloga, którego mam zamiar śledzić
patichan - ja cieszę się, że natrafiłaś na mojego bloga i mam nadzieję, że Ci się tu spodobało. Chociaż występuje u mnie para JaeMin, to jednak skupiać się będę bardziej na YooSu. Postaram się jednak odpowiednio dawkować pairingi abyś i Ty była zadowolona.